Gdzie są granice sztuki? Karol Radziszewski to "artysta", autor obrazu marszałka Józefa Piłsudskiego stojącego wraz z ukochaną "Kasztanką". I w tym wszystkim może nie byłoby nic nadzwyczajnego, sztuka - wiadomo - potrafi zaskakiwać, szokować. Problem w tym, jak ten pseudomalarz tłumaczy swoje inspiracje.
Nagi Piłsudski, z wyeksponowanym solidnym przyrodzeniem patrzy, na gości z obrazów powieszonych w krakowskiej galerii MOCAK. Opinie są podzielone. Co zrozumiałe, sporo głosów jest krytycznych. I trudno się temu dziwić, to dość niezwykła prezentacja marszałka.
Jednak sposób, w jaki autor obrazów, Karol Radziszewski tłumaczy swoją sztukę, jest wyjątkowo prostacki i prymitywny.
Czy Piłsudski miał dużego, małego czy jakiego? Te obrazy są dlatego śmieszne, że ludzie nie mają dystansu. Przecież to jest zabawa, nie?
- niezdarnie, w styku niedojrzałego gimnazjalisty tłumaczy Radziszewski. Ale potem brnie w głupotę jeszcze mocniej.
My się bawimy kulturą. To, że jest namalowany obraz kolorowy i jest na nim k...s, to jest też zabawne. Każdy kto to krytykuje, staje się śmieszny. Ci panowie w garniturach, którzy stają wokół tego obrazu, oni się stają memami. Jemu ten k...s ani nie sterczy, ani go koń nie posuwa, ani nie ma krzyża w d...e. Ani żadnych rzeczy
- kontynuuje Radziszewski. Jego zdaniem to jest po prostu... nagi, dobrze zbudowany mężczyzna z dużym przyrodzeniem.
Ja mam pier....ć, żeby ktoś mógł się zastanowić. No i ja tak widzę swoją funkcję
- podsumowuje "artysta". Cóż, możemy mu tylko współczuć i aż strach pomyśleć, dokąd ta sztuka pana Karola zaprowadzi. Dobrze, że on sam nie ma konia.
Premier Donald Tusk
Pałac Château Des Alpilles we francuskiej Prowansji


