Jul 5, 2026 3:45 PM

Jeszcze kilka tygodni temu Dawid Kacprzyk był wszędzie: w telewizji publicznej, w Senacie, na Instagramie i TikToku, gdzie regularnie nagrywał rolki. Dziś, w środku jednej z największych afer medialnych ostatnich miesięcy, po 28-latku nie ma śladu. I to dosłownie, ponieważ jak przyznał sam prokurator generalny, czyli Waldemar Żurek, śledczy nie wiedzą, gdzie on obecnie przebywa.

Od gwiazdy mediów do cienia

Kacprzyk, młody doktorek bez specjalizacji i do niedawna radny Koalicji Obywatelskiej z warszawskiego Ursusa, stał się w czerwcu twarzą afery w Szpitalu Południowym po ujawnieniu, że w 2025 roku zarobił blisko 1,6 mln zł, pracując w czterech placówkach medycznych i notując w samym tylko Szpitalu Południowym niemal 4000 godzin — czyli średnio 331 godzin miesięcznie, ponad 11 godzin dziennie, wliczając niedziele i święta.

To był dopiero początek. Później sprawa nabrała dramatycznego tonu, gdy były ordynator chirurgii tej samej placówki, dr Emil Jędrzejewski, oskarżył w Kanale Zero personel SOR-u, w tym pośrednio Kacprzyka, o zaniedbania, które miały prowadzić do śmierci pacjentów. Kacprzyk stracił pracę we wszystkich placówkach, zrzekł się mandatu radnego i wystąpił do izby lekarskiej o zawieszenie członkostwa.

Zniknął, gdy najbardziej był potrzebny

I tu zaczyna się najdziwniejszy wątek całej sprawy. Mimo że to właśnie wokół Kacprzyka toczą się dwa śledztwa prokuratury, jedno dotyczące jego wynagrodzeń, drugie szerszego funkcjonowania szpitala, do dziś nie został on przesłuchany. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek przyznał wprost dziennikarzom, że prokuratura nie wie, gdzie aktualnie przebywa doktorek, zastrzegając jednocześnie, że nie sądzi, by się gdzieś ukrywał.

Tymczasem jeszcze do połowy czerwca Kacprzyk był nie do przegapienia. Udzielał wywiadów, występował w telewizji publicznej, prowadził aktywne konto w mediach społecznościowych, gdzie chętnie dzielił się nagraniami ze swojej pracy i działalności samorządowej. Reporterzy jednej ze stacji telewizyjnych, próbując go odnaleźć w placówkach, w których wcześniej pracował, w żadnej z nich go nie zastali. W niektórych personel w ogóle nie kojarzył jego nazwiska.

Jego prawnik: to nie jest ukrywanie się

Pełnomocnik Kacprzyka, mec. Jacek Dubois, zaprzecza, jakoby jego klient się ukrywał. Jak twierdzi, prokuratura ma pełne dane kontaktowe do doktorka, otrzymała od niego obszerną dokumentację dowodową z SOR-u przekazaną z własnej inicjatywy, a on sam zadeklarował gotowość stawienia się na każde wezwanie. Sam mecenas przyznaje jednak, że dziwi go brak wyznaczonego terminu przesłuchania, mimo że od pierwszych publikacji na temat afery minęło już ponad dwa tygodnie. Rzecznik warszawskiej prokuratury tłumaczy z kolei, że Kacprzyk po prostu nie jest pierwszą osobą na liście świadków do przesłuchania, a wśród nazwisk czekających w kolejce jest ich kilkadziesiąt.

Na razie więc nie wiadomo, czy milczenie i medialna nieobecność doktorka Dawidka to efekt świadomej strategii obronnej, zwykłego zbiegu okoliczności proceduralnych, czy po prostu chęci przeczekania najgorętszego momentu z dala od kamer, które jeszcze niedawno tak chętnie go szukały. Przy okazji jest to czas na spokojne przemyślenie strategii obrony, żeby nie powiedzieć zacierania śladów.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy