Czołg T-72 przekazany przez wiceministra MON Pawła Bejdę do lokalnego stowarzyszenia? Brzmi jak żart, ale to rzeczywistość. Internauci nie kryją oburzenia, a komentarze w sieci są ostrzejsze niż gąsienice pojazdu, który trafił do muzeum w Czchowie. W tle: polityczne koneksje, kampania wyborcza i pytanie, które zadaje sobie cała Polska — czy to się naprawdę dzieje w XXI wieku?
Czołg za 46 tys. zł i transport za 42 tys. zł. Kto za to płaci?#
Według doniesień, MON przekazało sprzęt stowarzyszeniu kierowanemu przez Jerzego Jankowskiego — byłego współpracownika Bejdy, rekomendowanego przez ministra Kosiniaka-Kamysza. Oficjalna wartość czołgu to 46 tys. zł, a koszt transportu niemal dorównał tej kwocie. Internauci nie kryją frustracji:
„PSL, zero zdziwienia. Największe koryciarze od lat. Już się zrzygać idzie od tego.”
— pisze AdiPaw25 na platformie X.
Kolejna użytkowniczka EwaEwa1695617 dodaje:
„W jakim kraju my żyjemy? czy my już całkie zwariowaliśmy? Kto wybiera takich ludzi do rządzenia?”
X/screenshotCzołg w kampanii? Nagranie wywołało burzę#
Jak donosi ONET, pojazd miał wspierać kampanię wyborczą lokalnego kandydata. Wideo z dostarczenia czołgu trafiło do sieci i wywołało lawinę komentarzy. Scena jak z filmu — tylko że nikt się nie śmieje.
„Kto chociaż raz w życiu nie przekazał używanego czołgu koledze na preferencyjnych warunkach, niech pierwszy rzuci kamieniem”
— ironizuje JarzynaMarian, a lukaszpxr nie kryje oburzenia:
„PSL to patologia”.
Arystokracja absurdu czy już nowa norma?#
W czasach, gdy brakuje pieniędzy na podstawowe potrzeby, takie akcje budzą gniew i niedowierzanie. Czy to odosobniony przypadek, czy nowy standard w polityce? Internauci nie mają złudzeń:
MichaTracz02:
„Już bez żadnego budżetu nie da się nic zrobić, bo zabrakło kasy na wybory?”
Coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że Polska dla rządzących to nie kraj obywateli, lecz prywatne podwórko, z którego można wynosić zabawki, rozdawać je kolegom i jeszcze wystawiać fakturę społeczeństwu. Czołg? Proszę bardzo. Posada? Załatwiona.
Bo w tym teatrze władzy liczy się układ, nie odpowiedzialność. I choć scenografia jest coraz bardziej absurdalna, aktorzy grają dalej — jakby nikt nie patrzył. Ale patrzymy. I coraz częściej nie wierzymy własnym oczom.


