To miało być kolejne wspaniałe show, a zakończyło się pilną interwencją medyczną i furą strachu. Ikona muzyki pop, Lionel Richie, prosto z koncertu w St. Louis trafił do szpitala na oddział intensywnej terapii. W trakcie występu wyraźnie opadający z sił artysta musiał poprosić o krzesło, by w ogóle dokończyć swój największy hit. Co dokładnie dolega legendarnemu piosenkarzowi?
Niepokojące sceny pod koniec show#
Kondycja fizyczna na wielkich, wyczerpujących trasach koncertowych to podstawa. Niestety, w przypadku legendy sceny organizm stanowczo odmówił posłuszeństwa. Na ostatnim koncercie Lionel Richie stanął przed tłumem fanów w The Muny w St. Louis (stan Missouri), serwując im swoje największe przeboje. Jednak jak donosi amerykański portal TMZ oraz relacjonują naoczni świadkowie, w drugiej połowie koncertu działo się z nim coś bardzo złego.
Gwiazdor z minuty na minutę wyglądał na coraz bardziej wyczerpanego. Kulminacja nastąpiła tuż przed wielkim finałem. Kiedy przyszła pora na wykonanie kultowego "All Night Long", Richie był już w takim stanie, że nie miał siły ustać na nogach. Musiał poprosić obsługę techniczną o przyniesienie krzesła na scenę, by dokończyć występ na siedząco.
Pilny transport na OIOM. Jakie są rokowania?#
Prosto ze sceny artysta został przetransportowany do miejscowego szpitala, gdzie od razu trafił na oddział intensywnej terapii. Fani wstrzymali oddech, a w sieci natychmiast zaroiło się od pełnych niepokoju komentarzy. Portal TMZ postanowił jednak nieco ostudzić emocje - jak informują amerykańscy dziennikarze, lekarze dopatrują się u wokalisty potężnego odwodnienia organizmu.
Jeśli leczenie i nawadnianie przyniosą szybki skutek, gwiazdor ma szansę opuścić mury szpitala jeszcze dziś, we wtorek.
Igranie ze zdrowiem#
Najbardziej niepokojący w całej sprawie jest jednak fakt, że to nie jest pierwszy raz, kiedy zdrowie piosenkarza szwankuje w trakcie trasy. Zaledwie w czerwcu tego roku doszło do bardzo podobnej, groźnej sytuacji na scenie w Minnesocie. Wtedy Richie nagle poinformował publiczność, że dziwnie się czuje i kręci mu się w głowie. Interweniowała ekipa medyczna, a muzyk wylądował w szpitalu.
Mimo wyraźnych sygnałów ostrzegawczych wysyłanych przez organizm, piosenkarz najwyraźniej nie ma zamiaru zwalniać tempa. Po czerwcowym incydencie, wracając na scenę, zlekceważył obawy swojego otoczenia.
Trochę was zmartwiłem, co? Nie macie pojęcia, przez co przeszedłem na przestrzeni ostatnich 24 godzin. Musiałem wysłuchiwać rad przyjaciół, którzy zaczęli mi mówić, co powinienem robić
- cytował jego słowa brytyjski "Mirror".
Wygląda na to, że przyjaciele mieli rację, a Lionel Richie będzie musiał w końcu uważniej wsłuchać się w zalecenia lekarzy, by nie doprowadzić do prawdziwej tragedii.


