Choć są małżeństwem od ponad dwóch dekad, Agnieszka Wachulska i Przemysław Sadowski bardzo rzadko wpuszczają media do swojego świata. Tym razem zrobili wyjątek. W programie halo tu polsat opowiedzieli o wspólnym życiu, pracy i momentach, które ich zbudowały – także tych najtrudniejszych.
„Pierwszy wspólny występ był ciężki”#
Para wychowuje dwóch synów: Jana (ur. 2005) i Franciszka (ur. 2011). Przemysław Sadowski ma również córkę Małgorzatę z poprzedniego związku. Jak przyznali, przez lata świadomie unikanie wspólnych występów było dla nich formą ochrony rodziny.
„Unikaliśmy tego z przyczyn logistycznych, szczególnie, kiedy dzieci były małe”
– wyjaśnił Sadowski.
Z czasem jednak coś się zmieniło. Małżonkowie nauczyli się oddzielać emocje sceniczne od domowych i… zaczęli czerpać radość ze wspólnej pracy.
„Mam wrażenie, że nauczyliśmy się pracować razem. Pierwszy wspólny występ był ciężki. Nie mieliśmy wtedy jeszcze mechanizmów obronnych i przenosiliśmy trudne emocje do domu”
– przyznała Wachulska.
„Teraz nauczyliśmy się odcinać świadomie od pracy. Po pandemii pojawiło się wiele propozycji i skorzystaliśmy z nich”
– dodała.
Podróże zamiast rutyny#
Prawdziwym przełomem okazały się podróże, na które zdecydowali się tuż po pandemicznym zamknięciu. I to w momencie, gdy – jak mówią wprost – pieniędzy było niewiele.
„Po 15 miesiącach siedzenia w domu z trójką dzieci, zaczęliśmy podróżować. Pieniędzy nie było za dużo, bo oszczędności szybko się kończą”
– wspominał Sadowski.
„Na przekór wszystkiemu pojechaliśmy na safari. Stwierdziłem: ‘trudno, najwyżej pożyczymy od kogoś kasę’”
– dodał bez ogródek.
Ryzyko się opłaciło. Pojawiły się nowe zawodowe propozycje, a rodzina ruszyła dalej w świat.
„Najpierw Afryka, potem Azja. Równy rok temu stanęliśmy na szczycie Kilimandżaro”
– podsumował aktor.
Historia Agnieszki Wachulskiej i Przemysława Sadowskiego to opowieść o małżeństwie bez lukru: z kryzysami, nauką kompromisu i odwagą, by w trudnym momencie postawić na życie, a nie strach. I chyba właśnie dlatego wciąż są razem...


