Człowiek, który według złożonych dokumentów miałby 162 lata, otrzymał urzędowe zaświadczenie że żyje i odzyskał kamienicę w Krakowie. Dziennikarz Grzegorz Jankowski na antenie Polsat News pyta wprost: jak coś takiego jest możliwe i dlaczego środowisko prawnicze milczy.
W Krakowie doszło do sytuacji, w której człowiek mający według dokumentów 162 lata otrzymał zaświadczenie, że żyje i na tej podstawie odzyskał kamienicę. Sprawa trafiła do opinii publicznej za sprawą dziennikarza Grzegorza Jankowskiego z Polsat News.
Co się stało?#
Szczegóły sprawy są wstrząsające w swojej prostocie. Ktoś złożył w odpowiednim urzędzie dokumenty dotyczące osoby urodzonej ponad 160 lat temu. Na ich podstawie wystawiono zaświadczenie o tym, że wskazana osoba żyje. A następnie, na podstawie tego zaświadczenia, doszło do odzyskania kamienicy w Krakowie. Nieruchomości, której wartość w centrum Krakowa może sięgać kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu milionów złotych.
Jankowski, komentując tę sprawę na platformie X, nie krył zdumienia:
„162 lata? Naprawdę? Człowiek dostaje zaświadczenie, że żyje? I może kamienicę wziąć? Sędziowie! No, słyszycie. Zareagujcie jakoś. Zawód zaufania publicznego. Niezawiśli jesteście. Walczycie o praworządność. No, słyszycie takie rzeczy? Gdzie jest wasza reakcja?"
Dziennikarz zwrócił też uwagę na wątek adwokacki. Jak zaznaczył, adwokat z Łodzi, którego dotyczyła wzmianka w kontekście sprawy, sam wyszedł z palestry. Jankowski pytał retorycznie, czy izba adwokacka powinna teraz ułatwić mu powrót do zawodu i gdzie w ogóle jest palestro, gdy dzieją się takie rzeczy.
„A ten adwokat z Łodzi – on sam zrezygnował. Sam wyszedł z palestry. To tam może mu coś ułatwić w przyszłości. Gdzie jesteś palestro? Kurcze, gdzie jesteś? Sędziowie, adwokaci, zaufanie publiczne, togi, studia prawnicze, prawo, praworządność. Dla nas jest praworządność. Dla was też jest?"
Kraków i reprywatyzacja – stare rany, nowe metody#
Sprawa wpisuje się w wieloletnią i dobrze udokumentowaną historię krakowskiej afery reprywatyzacyjnej. Przypadki nielegalnego przejmowania kamienic krakowska prokuratura badała już pod koniec lat 90. XX wieku. Jedną z metod było posługiwanie się spreparowanymi pełnomocnictwami lub testamentami, a także podstawianie przypadkowych osób noszących to samo nazwisko co dawni właściciele. Inną, fałszowanie dokumentów za granicą i ich uwierzytelnianie w placówkach dyplomatycznych różnych krajów, by utrudnić weryfikację.

Mechanizm był zawsze podobny: stworzyć ciąg dokumentów, który na papierze wygląda na legalny, przeprowadzić sprawę przez sąd lub urząd, a potem jak najszybciej sprzedać nieruchomość kolejnym nabywcom, co utrudnia późniejsze odzyskanie mienia. Tym razem jednak skala absurdu jest wyjątkowa: 162-letni „właściciel" to nie subtelna manipulacja datą czy podrobiony testament. To coś, co powinno natychmiast wyzwolić alarm w każdej instytucji, przez której ręce przechodziły dokumenty.
Pytanie o system, nie tylko o jednostki#
Jankowski kieruje swoje pytania do sędziów i adwokatów – ale jego apel ma głębszy wymiar. Jak to możliwe, że żaden z urzędników, notariuszy, sędziów ani adwokatów uczestniczących w tym procesie nie podniósł ręki i nie zapytał: chwileczkę, ten człowiek miałby dziś 162 lata?
To pytanie o kulturę instytucjonalną i o to, co dzieje się, gdy system prawny jest traktowany jako automat do stemplowania dokumentów, a nie jako mechanizm weryfikacji rzeczywistości. Każdy element łańcucha – urząd stanu cywilnego, notariusz, sąd – ma swoje procedury i każdy mógł tę sprawę zatrzymać. Żaden tego nie zrobił.
Sprawa jest w tej chwili przedmiotem zainteresowania mediów. Czy trafi też do prokuratury – i czy ktoś za nią odpowie – to pytanie, na które odpowiedź powinna przyjść szybko. Kamienica w centrum Krakowa jest warta zbyt dużo, żeby traktować tę sprawę jako ciekawostkę.


