Maja Bohosiewicz od lat rozwija własną markę Le Collet, ale tym razem uwagę zwróciły nie nowe projekty, a ceny ubrań. W ofercie można znaleźć między innymi produkty kosztujące kilkaset złotych. Czy za metkę znanej marki naprawdę trzeba dziś zapłacić aż tyle?
450 zł za spodnie#
Le Collet działa od 2017 roku i od początku jest związane z Mają Bohosiewicz. Marka podkreśla, że jej ubrania powstają w Polsce, między innymi we współpracy ze szwalniami w Warszawie, Łodzi i innych polskich miastach. To właśnie stawianie na jakość ma być jednym z powodów, dla których ubrania marki nie należą do najtańszych.
Dobrym przykładem są spodnie Suzanne, które kosztują 450 zł. Dla jednych taka kwota za spodnie od polskiej marki nie będzie niczym zaskakującym, inni mogą się mocno zdziwić, widząc cenę.

Co na to sama Maja? Bohosiewicz od lat broni swojej marki, podkreślając, że Le Collet stawia przede wszystkim na jakość i polską produkcję. W jednym z wywiadów przekonywała, że klientki wybierają jej ubrania nie tylko ze względu na nazwisko, ale przede wszystkim na jakość i unikatowość projektów.
Temat cen wraca jak bumerang#
Okazuje się, że dyskusja wokół Le Collet nie jest niczym nowym. O ofercie marki i kwotach, jakie trzeba zapłacić za poszczególne ubrania, mówi się już od lat. Co jakiś czas temat ponownie pojawia się w sieci, a wraz z nim komentarze osób, które nie są przekonane, czy wyższa cena jest dla nich uzasadniona.

Z drugiej strony nie brakuje też osób, które zwracają uwagę na sposób produkcji i materiały wykorzystywane przez markę. W tym przypadku trudno więc o jedną odpowiedź. Jedni patrzą na metkę, inni na to, co faktycznie dostają za tę kwotę.
450 zł za spodnie to dla Was dużo, czy za polską produkcję i jakość warto zapłacić więcej?


