To historia, w której nocne emocje przeniosły się na salę sądową. Była uczestniczka talent show i influencerka staje przed poważnymi zarzutami, a w tle pojawia się konflikt, który – jak wynika z ustaleń śledczych – miał trwać od dawna. Jedno jest pewne: sprawa dopiero się rozkręca.
Sprawa, która wstrząsnęła londyńskim środowiskiem klubowym i internetowym, nabiera kolejnych wymiarów. Gabrielle Carrington, znana także jako RielleUK, stanęła przed sądem w związku z dramatycznym potrąceniem Klaudia Zakrzewska. Posiedzenie trwało zaledwie 11 minut – wystarczająco krótko, by podsycić napięcie, i wystarczająco długo, by wybrzmiały pierwsze, kluczowe słowa.
Zakrzewska, która została potrącona przed jednym z londyńskich klubów wraz z dwiema innymi osobami, wciąż przebywa w szpitalu. Jej stan określany jest jako krytyczny, choć wbrew krążącym pogłoskom – żyje i walczy o powrót do zdrowia.
Na sali sądowej pojawił się wątek, który zmienia optykę całej historii. Prokurator Rizwan Amin przekazał, że między kobietami istniał długotrwały konflikt. Jak padło w trakcie rozprawy:
„Między stronami istnieje ciągły spór. Panie dobrze się znają”.
Sama Carrington, składając zeznania pod przysięgą, przyznała, że „pozostawała w konflikcie” z Zakrzewską. W tle – według ustaleń śledczych – miała pojawić się rywalizacja o tego samego mężczyznę. To właśnie ten wątek, choć niepotwierdzony w pełni oficjalnie, od początku przewijał się w doniesieniach medialnych.
Do sprawy dochodzi jeszcze jeden element – alkohol. Ustalono, że influencerka miała przekroczyć dopuszczalny limit we krwi, i to znacząco. W Wielkiej Brytanii próg ten jest wyższy niż w wielu krajach Europy, co tylko dodatkowo komplikuje ocenę sytuacji.
Decyzją sędzi Nina Tempia, 29-latka pozostaje w areszcie do kolejnego przesłuchania, które zaplanowano na przyszły miesiąc w londyńskim Westminsterze. To wtedy sprawa może nabrać wyraźniejszego kierunku.
Na razie pozostaje obraz krótkiego, intensywnego przesłuchania i gestu, który wzbudził niemałe emocje – po wyjściu z sali Carrington ułożyła dłonie w kształcie serca. W sytuacji, która dla wielu wydaje się trudna do pojęcia, taki detal nie umknął uwadze opinii publicznej.
Londyńska noc sprzed kilku dni wciąż rzuca długi cień. A odpowiedzi – zamiast porządkować tę historię – zdają się mnożyć kolejne pytania.


