Inne szpitale płaciły za to samo 25-35 tysięcy złotych. Warszawski Szpital Południowy wydał na identyczną usługę aż 725 tysięcy, czyli nawet 25 razy więcej. Gdy sprawą zainteresowała się sygnalistka, protokół z kontroli trafił do niej praktycznie cały zaczerniony.
O co właściwie chodzi?#
W Krajowym Planie Odbudowy na inwestycje onkologiczne zarezerwowano 5,2 miliarda złotych. Żeby skorzystać z tych pieniędzy, szpitale należące do Krajowej Sieci Onkologicznej musiały złożyć odpowiednio przygotowany wniosek. Po ogłoszeniu konkursu w październiku 2024 roku większość placówek po prostu zleciła napisanie takiego dokumentu wyspecjalizowanym firmom. W cenach rynkowych, czyli od 25 do 35 tysięcy złotych. Szpital Czerniakowski zapłacił 28 tysięcy i otrzymał 57 milionów dotacji. Górnośląskie Centrum Medyczne w Katowicach — 27 tysięcy złotych.

Warszawski Szpital Południowy zapłacił za ten sam typ dokumentu 725 tysięcy złotych. Zadanie powierzono firmie Deloitte. Co istotne, i to budzi może największe wątpliwości, mimo wydania kwoty kilkudziesięciokrotnie wyższej niż konkurencja, szpital w rankingu Ministerstwa Zdrowia zdobył mniej punktów niż placówki, które zapłaciły za swoje wnioski po kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Przetarg, w którym wystartowała tylko jedna firma#
Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza”, okoliczności samego przetargu też wyglądają nietypowo. W ogłoszeniu jako przedmiot zamówienia wpisano nie „usługę”, a „dostawę”. Firmy miały zaledwie tydzień na złożenie ofert. Jednym z wymogów było zatrudnienie przez wykonawcę osoby z minimum 15-letnim stażem w resorcie zdrowia, NFZ lub w szpitalu, co już samo w sobie znacząco zawężało grono potencjalnych wykonawców.
Efekt? W przetargu wystartowała dosłownie jedna firma i to mimo że ogłoszenie wprost sugerowało kwotę znacznie przekraczającą rynkowe stawki. Ostatecznie Deloitte dostał zlecenie za kwotę nieco niższą od pierwotnie deklarowanej. Wciąż jednak była to suma przekraczająca 725 tysięcy złotych. Co ciekawe, ówczesny prezes szpitala, Artur Krawczyk, miał wcześniej zaakceptować procedurę, w której koszt wniosku oszacowano na aż milion złotych brutto.
Pieniądze poszły z dotacji unijnej#
725 tysięcy złotych na doradców nie wzięło się z budżetu szpitala „z boku”, a pochodziło bezpośrednio z przyznanych unijnych funduszy. Innymi słowy, część pieniędzy, które miały trafić na sprzęt i leczenie pacjentów onkologicznych, posłużyła do pokrycia kosztów samego wniosku o te pieniądze.
Co więcej, jak zwraca uwagę „Gazeta Wyborcza”, istnieje realne ryzyko, że szpital będzie musiał część dotacji oddać, ponieważ przy kolejnej kwalifikacji do Krajowej Sieci Onkologicznej, placówka może nie spełnić wymogu dotyczącego liczby wykonywanych operacji onkologicznych i utracić status ośrodka pierwszego poziomu referencyjności.
Sygnalistka, zaczerniony protokół i Trzaskowski w tle#
Sprawą jako pierwsza zainteresowała się była pracownica szpitala, która jako sygnalistka zgłosiła nieprawidłowości bezpośrednio do prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego. Biuro Ładu Korporacyjnego przekazało sprawę radzie nadzorczej szpitala, ta w lutym 2025 roku przeprowadziła wewnętrzną kontrolę. Jej wyniki natychmiast utajniono, tłumacząc to ochroną interesów handlowych spółki.

Sygnalistka nie poddała się. Po długiej batalii przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym wywalczyła dostęp do dokumentu. Dostała protokół, który był niemal całkowicie zaczerniony. Dziennikarze „Wyborczej” zwracają też uwagę na ciekawy szczegół składu samej rady nadzorczej. Zasiadał w niej wówczas Robert Kempa, który jednocześnie był członkiem rady nadzorczej Szpitala Czerniakowskiego, czyli tej samej placówki, która za identyczny wniosek zapłaciła 28 tysięcy złotych.
Władze Warszawskiego Szpitala Południowego do dziś odmawiają komentarza w sprawie faktury za wniosek do KPO.
Nie pierwsza afera w tym szpitalu#
Ta sprawa wybuchła zresztą w momencie, gdy Szpital Południowy i tak był już na pierwszych stronach mediów z innego powodu, a mianowicie sprawy byłego radnego Koalicji Obywatelskiej, koordynującego Szpitalny Oddział Ratunkowy bez specjalizacji, który miał przepracować w 2025 roku ponad 3900 godzin (czyli średnio ponad 330 godzin miesięcznie) i zainkasować za to około 1,6 miliona złotych. To właśnie dziennikarskie śledztwo wokół tej sprawy doprowadziło do ujawnienia kolejnej nieprawidłowości — kosztów wniosku do KPO.
Co dalej?#
Na razie sprawa jest opisywana wyłącznie na podstawie ustaleń medialnych i dokumentów wywalczonych przez sygnalistkę. Nie ma jeszcze ostatecznych ustaleń żadnej kontroli zewnętrznej czy postępowania prokuratorskiego dotyczącego samej kwoty 725 tysięcy złotych. Jasne jest jednak, że różnica w cenie między tym, co zapłacił Szpital Południowy, a tym, co płaciły inne placówki za identyczną usługę, jest na tyle duża, że trudno ją wyjaśnić zwykłym przypadkiem.


