Adwokat Paweł Kozanecki miał stawić się do odbycia kary pozbawienia wolności. Nie przyszedł. Zniknął. Teraz policja publikuje jego wizerunek i apeluje o pomoc. Za Kozaneckim wystawiono list gończy. To kolejny zwrot w sprawie, która już wcześniej wywołała ogromne emocje. I to nie tylko przez wyrok, ale przede wszystkim przez jego własne słowa. W opublikowanym nagraniu określił wypadek jako „konfrontację bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach.”
Adwokat z Łodzi, prawomocnie skazany za spowodowanie śmiertelnego wypadku, miał stawić się w areszcie — dobrowolnie, w wyznaczonym terminie. Nie zrobił tego.
Służby uznały więc, że adwokat ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości.
W oficjalnym komunikacie podano, że każdy, kto zna jego miejsce pobytu, powinien skontaktować się z policją.
„Trumna na kółkach” — słowa, które go pogrążyły#
To właśnie ta wypowiedź sprawiła, że jego nazwisko stało się powszechnie znane. W nagraniu, które obiegło internet, Kozanecki miał w skandaliczny sposób komentować wypadek, w którym zginęły dwie kobiety.

Jego słowa o „trumnie na kółkach” zostały odebrane jako brutalne, nieludzkie i kompletnie nieakceptowalne, zwłaszcza w ustach prawnika.
Od tamtej pory sprawa ciągnęła się za nim jak cień. Teraz wraca z pełną siłą.
Policja prowadzi poszukiwania, a sprawa nabiera tempa. Jeśli Kozanecki nie zgłosi się sam, zostanie zatrzymany — prędzej czy później.


