Do afery Jabłczyńska-Grochola, postanowiła dołączyć córka pisarki, Dorota Szelągowska, broniąca stanowiska matki. Wtedy drama bardziej zaczęła się rozkręcać, bo doszły nowe fakty. Po apelu Szelągowskiej, zamiast nieco ucichnąć, to wybuchła na nowo. W odpowiedzi, Jabłczyńska opublikowała zrzut prywatnej korespondencji z Grocholą i twierdzi, że zrobiła to „pod przymusem”. To najnowsza odsłona wojny wokół castingu do „Nigdy w życiu!”, w której coraz trudniej ustalić, kto właściwie mówi prawdę.
Prywatna wiadomość, która miała wszystko wyjaśnić#
W najnowszym wpisie Jabłczyńska pokazała fragment rozmowy na WhatsAppie z Katarzyną Grocholą, w której autorka „Nigdy w życiu!” dziękuje jej i zapewnia, że wciąż o nią „walczy”, zarówno u reżysera, jak i u producentki filmu. Aktorka od razu zastrzegła, że nie chciała publikować prywatnej korespondencji i czuje się do tego zmuszona całą sytuacją.

W obszernym poście Jabłczyńska odniosła się też wprost do nagrania Doroty Szelągowskiej, sugerując, że jeśli chodzi o ten sam casting, warto poprosić samą Katarzynę Grocholę o pełną treść rozmów, zastrzegając przy tym, że część ustaleń zapadała telefonicznie, więc nie da się ich udokumentować.
„Ktoś, kto wykłada pieniądze, ma swoją kandydatkę”#
Najbardziej wybuchowy fragment wpisu dotyczy telefonu, jaki, jak twierdzi Jabłczyńska, miała otrzymać od reżyserki castingu. Padły w nim słowa, że podmiot finansujący produkcję ma już „swoją kandydatkę na Tosię”. Jeśli to prawda, całkowicie zmienia to obraz sprawy, ponieważ sugeruje, że casting, na który powoływała się producentka, mógł być jedynie formalnością wobec decyzji podjętej wcześniej.

Jabłczyńska podkreśliła też, że jeszcze zanim Szelągowska opublikowała swoje nagranie, sama zamieściła u siebie wieczorem film, w którym, z ironicznym zbiegiem okoliczności, użyła niemal tych samych słów co Szelągowska, mówiąc, że przegrać casting z Agnieszką Żulewską byłoby zaszczytem. Aktorka przyznała, że prosiła produkcję o wspólne ustalenie wersji dla mediów, by uniknąć właśnie takiej eskalacji, ale, jak napisała, obawy się potwierdziły.
Zablokowana i „zmieciona z powierzchni ziemi”#
Jabłczyńska nie kryje zmęczenia całą sytuacją. Przyznała, że wie, iż to „miecz obosieczny” i że zasięgi Szelągowskiej są nieporównywalnie większe, a fala krytyki napłynęła na nią „od wczoraj”. Dodała przy tym gorzką uwagę: nie ma nawet możliwości zobaczyć nagrania Szelągowskiej ani skomentować go, ponieważ zostaje przez nią zablokowana.
Na koniec wpisu aktorka zapewniła jednak, że mimo wszystko ma szacunek dla tego, że Szelągowska broni rodziny.

Internet nie zostawia suchej nitki na Szelągowskiej#
Jeśli Jabłczyńska liczyła na to, że internauci znów staną po jej stronie, to się nie zawiodła. Reakcja pod jej postem jest jeszcze bardziej jednoznaczna niż poprzednio. W komentarzach pojawiają się porównania nagrania Szelągowskiej do horroru o Laleczce Chucky, a nawet do Jokera. Część komentujących pisze wprost o „obrzydliwym” tonie wypowiedzi i utracie sympatii do autorki, inni zwracają uwagę, że zablokowanie możliwości komentowania pod własnym nagraniem samo w sobie wiele mówi.
Pojawiają się też głosy nawiązujące do matki Szelągowskiej i część internautów sugeruje, że reakcja córki jest w podobnym tonie co wcześniejsze, później usunięte oświadczenie Katarzyny Grocholi.
Kto tu naprawdę kłamie?#
Mamy więc dwie sprzeczne narracje. Z jednej strony: produkcja i Szelągowska twierdzą, że wszystko odbyło się fair, na zwykłym castingu, który Jabłczyńska po prostu przegrała. Z drugiej: Jabłczyńska pokazuje wiadomość od samej Grocholi, w której ta zapewnia o wsparciu, oraz przywołuje telefon sugerujący, że casting mógł być jedynie pozorem.


