Gdyby istniała nagroda za najgorszy timing komunikacji kryzysowej, polski rząd zgarniałby ją co miesiąc bez konkurencji. Ostatnie tygodnie to istny festiwal wpadek i, co ciekawe, każda kolejna jest zabawniejsza od poprzedniej.
SMS o czadzie tuż przed północą#
Zacznijmy od najświeższej perełki: alert o zagrożeniu zatruciem czadem podczas upałów, wysłany… wieczorem, tuż przed 23:38. Bo przecież nic tak nie chroni obywateli, jak przypomnienie o wietrzeniu mieszkania w momencie, gdy większość Polaków już śpi, a kuchenka gazowa dawno wystygła. Idealny przykład komunikacji, która technicznie się odbyła, ale praktycznie minęła się z celem.

Rakieta spadła, alertu brak. Za to link – proszę bardzo (nie działa)#
Prawdziwy majstersztyk rozegrał się jednak wcześniej. W nocy z 29 na 30 lipca nad Lubelszczyzną doszło do naruszenia przestrzeni powietrznej z udziałem rakiety manewrującej. Mieszkańcy usłyszeli syreny, ale wyjaśniającego alertu RCB w porę nie było.

Premier Donald Tusk odwiedził miejsce zdarzenia i przyznał, że sam nie czuje się „wybitnie przeszkolony”, jeśli chodzi o sygnały alarmowe, co, uczciwie mówiąc, chyba najbardziej szczera rzecz, jaką w tej sprawie usłyszeliśmy.
Dzień później Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, kierowane przez Marcina Kierwińskiego, postanowiło nadrobić zaległości i rozesłało do niemal wszystkich Polaków SMS z linkiem do „Poradnika bezpieczeństwa”. Piękny gest gdyby tylko strona działała. Przez wiele godzin użytkownicy widzieli komunikat „witryna jest nieosiągalna”. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski tłumaczył, że nie było ataku ani awarii, tylko po prostu serwery nie wytrzymały skali zainteresowania (podobno 150 tysięcy pobrań na minutę). Czyli obywatele w końcu chcieli się przygotować, a to właśnie ich zaangażowanie położyło stronę rządową na łopatki. Ironia sama się pisze.
Nie klikaj w link. Chyba że to my#
Cała sytuacja zabawna jest tym bardziej, że wcześniej to samo RCB ostrzegało, że nigdy nie wysyła linków w alertach, a jeśli taki się pojawi – najpewniej jest to próba phishingu. Efekt: rząd najpierw uczy ludzi nieufności wobec linków od siebie, a potem sam wysyła link, który i tak nie działa. Więc nawet najbardziej podejrzliwy obywatel niczego nie stracił, bo strony po prostu nie było.

Kto za to odpowiada#
Formalnie za system alertów RCB i „Poradnik bezpieczeństwa” odpowiada MSWiA z ministrem Marcinem Kierwińskim na czele, a za infrastrukturę cyfrową – Ministerstwo Cyfryzacji pod wodzą Krzysztofa Gawkowskiego. W praktyce jednak odpowiedzialność rozmywa się między resortami tak skutecznie, jak serwery rządowe pod naporem 150 tysięcy kliknięć na minutę.
Więc gdyby polski system ostrzegania kryzysowego brał udział w konkursie na najlepszy skecz komediowy roku, miałby spore szanse na podium. Szkoda tylko, że w tej komedii stawką bywa bezpieczeństwo, a nie poczucie humoru widzów.


