Bartosz Arłukowicz wrzucił do sieci zdjęcie ze spotkania z Polonią w Londynie, przy okazji złośliwie odpowiadając Krzysztofowi Stanowskiemu. Nie minęło wiele czasu, a w sieci zwrócono uwagę na coś, czego sam europoseł najwyraźniej nie przewidział. Tuż obok niego na fotografii stoi mężczyzna, który wcześniej był już bohaterem głośnej afery wokół wyłudzenia dotacji z Senatu na spotkania literackie, które nigdy się nie odbyły.
„Gorąco tu bardzo! Do zobaczenia!”#
Wszystko zaczęło się od pozornie niewinnego wpisu Arłukowicza, opublikowanego na X po spotkaniu z Polonią w Londynie. Europoseł Koalicji Obywatelskiej nie obył się bez przytyku w stronę Krzysztofa Stanowskiego:
„Słyszę, że tam dalej pan Stanowski szuka sposobu jak wszystkich wkręcić w swoje ‘śledztwa dziennikarskie’, a my już razem z Polonią w Londynie. Z dziewczynami i chłopakami omawiamy jak będzie i co było, a już nie będzie. Gorąco tu bardzo! Do zobaczenia! Tym razem w @Europarl_EN”
— napisał, dołączając zdjęcie z grupą osób przed pubem The Chamberlain.
Ironia całej sytuacji okazała się jednak znacznie większa, niż mógł się spodziewać sam autor wpisu.

Kto stoi obok europosła?#
Internauci błyskawicznie zidentyfikowali jedną z osób towarzyszących Arłukowiczowi na zdjęciu jako Piotra Surmaczyńskiego, czyli współorganizatora projektu „Londyńskie Czwartki Literackie”, finansowanego ze środków Senatu RP w ramach konkursu „Senat–Polonia 2025”. W komentarzach pod zdjęciem szybko zaczęły krążyć porównania tej sprawy do afery wokół dr. Dawida Kacprzyka i Szpitala Południowego z pytaniem, czy to, że europoseł akurat na niego trafił „z tysięcy Polaków w Londynie”, to naprawdę przypadek.
O co właściwie chodzi w sprawie „Londyńskich Czwartków Literackich”?#
Żeby zrozumieć wagę tego zarzutu, trzeba wrócić do października 2025 roku. Fundacja Otwarty Dialog, kierowana przez Ludmiłę Kozłowską i Marcina Mycielskiego, otrzymała z Senatu RP 57 700 złotych na organizację cyklu spotkań literackich w Londynie. Formalnym partnerem projektu miało być wydawnictwo Meridian Publishing Ltd, w którym Surmaczyński pełnił funkcję sekretarza.
Jak ustaliła Wirtualna Polska, sprawa miała przynajmniej dwa poważne problemy. Pierwszy: spółka Meridian Publishing została wykreślona z brytyjskiego rejestru firm 16 kwietnia 2025 roku, czyli tydzień przed tym, jak Senat przyznał na projekt z jej udziałem pieniądze (decyzja zapadła 23 kwietnia). Drugi, równie istotny: do wniosku o dotację wpisano nazwiska znanych, uznanych pisarzy i dziennikarzy, m.in. Jakuba Żulczyka, Igora Brejdyganta, Renaty Grochal oraz historyka prof. Normana Daviesa, którzy nie mieli o tym żadnej wiedzy.
Reakcje wymienionych osób były jednoznaczne. Żulczyk stwierdził, że o takim wyjeździe do Londynu „raczej by pamiętał”. Brejdygant odpisał, że nie ma pojęcia, czym są „Londyńskie Czwartki Literackie”. Najbardziej wymowna była jednak odpowiedź prof. Daviesa: „Obawiam się, że różne osoby wykorzystują moje nazwisko w niecnych celach”.
Spotkania, które się nie odbyły — albo odbyły się zupełnie inaczej#
Z sześciu zaplanowanych spotkań literackich żadne nie doszło do skutku w wyznaczonym terminie. Jedyne wydarzenie, które faktycznie się odbyło, 11 października, zgromadziło nie zapowiadanych pisarzy, a aktywistów z nieformalnej Lotnej Brygady Opozycji, którzy zaprezentowali własnym sumptem wydane albumy dokumentujące swoją działalność. Książki te nie spełniały zresztą kryterium „renomy twórcy” zapisanego we wniosku, ponieważ nie znajdowały się nawet w dystrybucji Empiku.
Po publikacjach Wirtualnej Polski Senat wszczął procedurę sprawdzającą pod kątem zgodności opisu projektu z faktyczną realizacją zadania, zapowiadając możliwość odstąpienia od umowy ze skutkiem natychmiastowym oraz żądanie zwrotu dotacji.

Pytanie, które wisi w powietrzu#
Teraz, dzięki zdjęciu z londyńskiego pubu, w sieci ponownie pojawia się pytanie: czy to, że Arłukowicz, z tysięcy Polaków mieszkających w Londynie, trafił akurat na zdjęcie z człowiekiem, którego organizacja musiała zwrócić pieniądze Senatu za fikcyjne wydarzenia, to naprawdę „przypadek”?
Sam Arłukowicz na razie nie odniósł się publicznie do tego konkretnego zarzutu. Cała sytuacja wywołała już jednak w sieci falę komentarzy i porównań, bo dla wielu internautów stała się kolejnym przykładem tego, jak blisko mogą się przeplatać prywatne znajomości polityków z osobami, które wcześniej miały problemy z rozliczeniem publicznych pieniędzy.


