Latami słyszałeś to samo: idź głosować, angażuj się, twój głos ma znaczenie, pokaż dzieciom, czym jest demokracja. Mieszkańcy Krakowa wzięli to na serio – zebrali ponad sto tysięcy podpisów i wywalczyli referendum. Wtedy coś się zmieniło. Nagle ci sami ludzie, którzy budowali swoją markę na obywatelskiej aktywności, zaczęli namawiać: zostańcie w domu. Bo tym razem wynik może im nie pasować.
„Idźcie głosować” – gdy jesteśmy pewni wyniku.
„Zostańcie w domu” – gdy wynik może nam nie pasować.
— napisał poseł Marcin Józefaciuk na X, obnażając w kilku słowach mechanizm, który wielu Polaków widzi na co dzień, ale rzadko ktoś nazywa tak wprost: po prostu hipokryzja. Krótko, celnie, boleśnie trafnie. Poseł Marcin Józefaciuk w jednym tweecie rozebrał do kości mechanizm, który od tygodni rządzi dyskusją wokół krakowskiego referendum.
O co właściwie chodzi w Krakowie?#
24 maja 2026 roku mieszkańcy Krakowa mają szansę pójść do urn w referendum, które jest czymś wyjątkowym: nie zorganizowanym odgórnie przez partię, lecz wywalczonym oddolnie przez samych obywateli.
Inicjatorzy referendum, prywatni mieszkańcy, nie politycy, zebrali ponad 100 tysięcy podpisów, czyli znacznie więcej niż wymagane minimum. Cel: odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego z Koalicji Obywatelskiej oraz całej Rady Miasta Krakowa.
Aleksander Miszalski Jakie były powody niezadowolenia krakowian? Lista jest długa: zadłużenie miasta przekroczyło 6,2 miliarda złotych, co zmusiło władze do drastycznych cięć, ale nie w administracji, lecz w dotacjach na żłobki i przedszkola. Kontrowersyjna Strefa Czystego Transportu (SCT) wprowadzona była wbrew woli mieszkańców i bez poprawy jakości komunikacji miejskiej. Do tego doszły podwyżki biletów MPK, opłat parkingowych i za wywóz śmieci. Mieszkańcy poczuli się wykluczeni z decyzji dotyczących ich własnego miasta.
Strategia: nie przekonuj – zniechęcaj#
Gdy referendum stało się faktem, prezydent Miszalski podjął decyzję, która przejdzie do podręczników politycznych jako modelowy przykład cynizmu proceduralnego. Zamiast przekonywać zwolenników do pójścia do urn i głosowania "NIE" za jego odwołaniem, otwarcie wezwał ich do bojkotu referendum, żeby nie było wystarczającej frekwencji.
Poseł Marcin Józefaciuk Demokracja dla wybranych – mapa hipokryzji#
Tu wchodzi właśnie poseł Józefaciuk ze swoją obserwacją. I nie jest to atak personalny ani polityczna złośliwość, ale precyzyjne wskazanie wzorca, który można zidentyfikować w przekazach medialnych tej samej formacji politycznej przez ostatnie lata.
Jak zauważa Józefaciuk:
„Demokracja to nie jest system obowiązujący tylko wtedy, gdy wygrywają »nasi«. Demokracja polega na tym, że obywatele decydują. Nawet jeśli politykom się to nie podoba.”
Siatka kont, trolle i bitwa o nieobecność#
Sprawa ma też swój wymiar cyfrowy. Organizacja fact-checkingowa Demagog ujawniła, że w mediach społecznościowych pojawiła się skoordynowana siatka kont namawiających do bojkotu referendum. Konta te budowały narrację strachu: jeśli referendum się powiedzie, miastem zawładnie prawica, Grzegorz Braun lub Łukasz Gibała "kupiony przez biznes” .
Do kampanii dołączył profil SokzBuraka, znany z sympatii do KO, szeroko rozpowszechniając krytykę samego mechanizmu referendum. Portale skupione wokół obozu rządzącego dowodziły, że inicjatywa to spisek opozycji. Media zaangażowały znane twarze, artystów i influencerów, by głos bojkotu dotarł do jak najszerszego grona. Cel był jeden: nie przekonywać do siebie, lecz przekonywać do nieobecności innych.
Mieszkańcy Krakowa zebrali ponad sto tysięcy podpisów w warunkach, w których inicjatorzy nie mieli ani zaplecza partyjnego, ani dużych pieniędzy. To był prawdziwy obywatelski oddolny zryw.
Józefaciuk pisze wprost: można być za referendum, można być przeciw. Można uważać, że Miszalski powinien dokończyć kadencję i głosować "NIE" za jego odwołaniem. To jest w pełni demokratyczna i szanowana postawa.
„Ale namawianie ludzi do nieuczestniczenia tylko po to, by zabrakło frekwencji, jest zwykłym obchodzeniem demokratycznych zasad”
– pisze poseł. I ma rację. Demokracja żyje z uczestnictwa. Gdy uczestnictwo zaczyna być wrogiem partyjnego interesu – wówczas z demokracją nie ma nic wspólnego.


