Blanka Lipińska po raz kolejny przekonała się, że wysoka cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Pisarka postanowiła przetestować nowoczesną szczoteczkę do zębów, za którą zapłaciła około 2 tysięcy złotych. Po pierwszym użyciu zamiast zachwytu pojawiło się jednak rozczarowanie.
Autorka „365 dni” pokazała obserwatorom, jak wygląda korzystanie z urządzenia. Szybko okazało się, że obsługa sprzętu nie jest tak intuicyjna, jak mogłaby oczekiwać. Do skorzystania z jednej z funkcji potrzebna jest aplikacja, a sama szczoteczka wymaga przyzwyczajenia.
Lipińska nie ukrywała, że technologiczne nowinki nie zawsze są jej mocną stroną. „Umówmy się, ja jestem technologicznym debilem” – stwierdziła z charakterystyczną dla siebie szczerością.
Największym problemem okazało się jednak samo mycie zębów. Pisarka narzekała, że urządzenie sprawia, iż podczas szczotkowania użytkownik może zostać mocno ochlapany pastą i śliną. Nie tego spodziewała się po produkcie z wyższej półki.
„Czy mam jakoś super umyte zęby? Nie” – podsumowała bez ogródek. Dodała również, że na tym etapie szczoteczka zdecydowanie nie przypadła jej do gustu. Szczególnie mocno zabolała ją cena, ponieważ za gadżet zapłaciła aż 2 tysiące złotych.
Internauci szybko zauważyli, że na twarzy Lipińskiej widać autentyczne rozczarowanie. Jedna z osób stwierdziła wręcz, że wygląda tak, jakby „wzięła 2 tys. zł i wy*ebała do kosza”. Celebrytka przyznała, że trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.
„Bo dokładnie tak się czuję” – odpowiedziała. Zwróciła przy tym uwagę na jeszcze jeden problem związany z zakupem. Ze względu na charakter produktu zwrot szczoteczki kupionej przez internet może nie być możliwy po jej rozpakowaniu i użyciu. Lipińska przestrzegła więc obserwatorów, aby przed podobnym wydatkiem dokładnie sprawdzili, czy rzeczywiście tego potrzebują.
Co ciekawe, pisarka nie kupiła urządzenia zupełnie w ciemno. Przed zakupem oglądała recenzje użytkowników z różnych krajów. Jak tłumaczyła, nie były to materiały influencerów, lecz nagrania osób pokazujących między innymi proces zakupu i korzystania ze sprzętu. Opinie miały być bardzo pozytywne.
Problem w tym, że urządzenie dopiero co trafiło na rynek, więc liczba dostępnych recenzji była ograniczona. Lipińska uznała, że być może odkryła produkt, który zrobi furorę również w Polsce. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna.


