Pierwsza Dama Francji znalazła się w samym oku medialnej burzy po publikacji nagrania z paryskiego teatru Folies Bergère. Wideo, które miało być zwykłą relacją z występu komika Ary’ego Abittana, ujawniło jej kontrowersyjne słowa: „Jeśli będą jakieś wredne suki, wyrzucimy je stąd”. Materiał trafił do sieci przez pomyłkę i błyskawicznie wywołał polityczne zamieszanie i ogólnokrajowy skandal.
Brigitte Macron, zazwyczaj kojarzona z elegancją i spokojem, a także z równym traktowaniem wszystkich, tym razem znalazła się w samym środku medialnej burzy. Jak podaje francuski portal Closer.fr, powodem afery jest nagranie z paryskiego teatru Folies Bergère, gdzie Pierwsza Dama przyszła wesprzeć komika Ary’ego Abittana przed jego występem.
Instagram/Brigitte MacronNa widowni spodziewano się obecności feministek z kolektywu NousToutes, które dzień wcześniej przerwały spektakl, protestując przeciwko występom Abittana. Ich celem było zwrócenie uwagi na sprawy związane z przemocą wobec kobiet i kontrowersje wokół samego artysty. To właśnie obawa przed kolejną akcją sprawiła, że Brigitte Macron, zamiast dyplomatycznego tonu, wypaliła:
„Jeśli będą jakieś wredne suki, wyrzucimy je stąd”.
Jak nagranie ujrzało światło dzienne?#
Całą sytuację zarejestrował znany fotograf‑wideoreporter, który tego wieczoru filmował obecne osobistości. Jego praca była rutynowa: nagrywał obraz i nie zwracał uwagi na dźwięk.
Następnie około dwudziestu krótkich nagrań, przekazał jak zwykle swojej agencji. I tu też nikt tych materiałów nie odsłuchał.Owszem, sprawdzono je pod kątem jakości obrazu i ostrości twarzy, ale nikt nie odsłuchał ścieżki audio. W efekcie wideo trafiło do mediów w oryginalnej wersji, a słowa Pierwszej Damy zaczęły krążyć w internecie.

Efekt?#
Jedno zdanie wystarczyło, by wizerunek Brigitte Macron, postrzeganej dotąd jako osoba tolerancyjna i wyważona, ostał mocno nadszarpnięty. Media i internauci komentują, że Pierwsza Dama pokazała zupełnie inne oblicze: mniej cierpliwe, mniej eleganckie i bardziej impulsywne, a może po prostu prawdziwe?
Otoczenie Pierwszej Damy tłumaczyło, że jej słowa nie miały być obraźliwe wobec kobiet, lecz odnosiły się do „radykalnych metod protestu” zastosowanych przez aktywistki. Sama Brigitte Macron nie zabiera w tej sprawie głosu, pozostawiając komunikację w rękach rzecznika. Strategia milczenia wygląda na próbę przeczekania kryzysu wizerunkowego z dala od mediów, jednak jej brak reakcji sprawia, że sprawa wciąż żyje i jeszcze mocniej podsyca emocje opinii publicznej.


