Sep 9, 2026 2:01 PM

Pan Marcel zareagował, gdy zobaczył agresywne zachowanie mężczyzny wobec kobiety na warszawskiej ulicy. Efekt? To on, a nie napastnik, jako pierwszy stanął przed policyjnym przesłuchaniem. Sprawa wywołała falę oburzenia i pytanie, które zadaje sobie coraz więcej osób: czy w reagowaniu na przemoc we własnym kraju można czuć się bezkarnym obywatelem, czy raczej podejrzanym?

Co się wydarzyło?

Kierowca przejeżdżający jedną z warszawskich ulic zauważył kłótnię między mężczyzną a kobietą.

„Tak ją liściował przed chwilą, że głowa mała”

– relacjonował na nagraniu, które później obiegło sieć. Zatrzymał się, zaczął nagrywać i zadzwonił pod numer 112. W odpowiedzi napastnik miał zaatakować słownie samego świadka, w pewnym momencie chwytając metalowy słupek z pobliskiego parkingu i krzycząc, żeby kierowca odjechał. Co ciekawe, o odjazd nalegała też sama kobieta, mimo że to w jej obronie próbował interweniować przejeżdżający mężczyzna.

Kilka dni później to pan Marcel, a nie napastnik, został wezwany na komisariat na Okęciu. Informację nagłośnił poseł Krzysztof Mulawa, który towarzyszył mu podczas wizyty na policji.

„Liczę, że opresja będzie skierowana na atakującego cudzoziemca, nie słusznie reagującego polskiego obywatela”

– napisał na X.

„Absolutna kompromitacja policji”

Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych. Poseł Dariusz Matecki nazwał całą sytuację wprost „absolutną kompromitacją policji”. Fala komentarzy pod publikowanymi nagraniami nie pozostawia wątpliwości, że wielu internautów odebrało wezwanie świadka jako sygnał odwróconych priorytetów, że to obywatel reagujący na przemoc, a nie sam napastnik, staje się przedmiotem zainteresowania organów ścigania.

Co na to policja? Kluczowy zwrot w sprawie

Tu jednak sprawa się komplikuje i trzeba to uczciwie powiedzieć. W najnowszym komunikacie Komenda Stołeczna Policji poinformowała, że napastnik, obywatel Francji będący partnerem kobiety, usłyszy zarzuty z artykułu 191 Kodeksu karnego za kierowanie gróźb – wobec samego świadka. Trwają obecnie czynności zmierzające do ustalenia jego miejsca pobytu.

Policja wyjaśniła też, dlaczego to świadek, a nie napastnik, był wzywany na komisariat w pierwszej kolejności: sama kobieta, pytana dwukrotnie, zarówno podczas pierwszej interwencji, jak i później podczas przesłuchania, kategorycznie zaprzeczyła, by partner stosował wobec niej przemoc. Z kolei w pierwszym zgłoszeniu pan Marcel nie informował funkcjonariuszy o groźbach kierowanych pod jego adresem – zgłosił wyłącznie podejrzenie przemocy wobec kobiety. Dopiero w kolejnych dniach, po wielokrotnych rozmowach z policją, zdecydował się złożyć zawiadomienie w sprawie gróźb na własną szkodę. Policja zaznaczyła również, że mimo upublicznienia nagrania w mediach społecznościowych, świadek do tej pory oficjalnie nie przekazał go śledczym.

Kim jest kobieta z nagrania?

Według doniesień portalu wPolsce24 (niepotwierdzonych oficjalnie) kobieta z nagrania miała być w przeszłości związana z aktywizmem lewicowym, w tym wspierać tzw. strajki kobiet. Jeśli to prawda, mogłoby to częściowo tłumaczyć jej postawę wobec interweniującego świadka. To jednak na razie wyłącznie doniesienie medialne, a nie potwierdzony fakt.

Pytanie, które warto zadać

Niezależnie od tego, jak zakończy się ta konkretna sprawa, pozostaje pytanie o to, jak system reaguje na osoby, które postanawiają nie przechodzić obojętnie wobec przemocy w przestrzeni publicznej. Czy obywatel reagujący na to, co uznał za akt agresji, powinien w pierwszej kolejności czuć się podejrzanym, a nie osobą, której należą się podziękowania? To pytanie, które w komentarzach pod całą sprawą zadaje sobie coraz więcej Polaków.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy