Czarne zasłony w autokarze, utrata przytomności na tylnym siedzeniu, współpracownicy przekonani, że ich szef właśnie umiera. To nie scena z thrillera, a fragment najnowszej książki o Karolu Nawrockim. I to sam prezydent opowiada tę historię.
„Był moment grozy, który do dziś pamiętam bardzo wyraźnie”#
W księgarniach pojawiła się właśnie książka „Skąd się wziął Karol Nawrocki”, obszerny wywiad rzeka, który z prezydentem przeprowadził prof. Andrzej Nowak, wydany przez wydawnictwo Biały Kruk. W jednym z fragmentów, które trafiły już do sieci, Nawrocki wraca do wydarzenia z kampanii prezydenckiej, którego, jak sam mówi, nie zapomni do końca życia.
„Miałem wtedy sytuację naprawdę mocno podbramkową. Był moment grozy, który do dziś pamiętam bardzo wyraźnie”
— opowiada prezydent. I dodaje, lekko żartobliwie, ale z wyraźną nutą powagi:
„Mówię czasem, że wybory prezydenckie wygrałem w Dzierżoniowie — choć właściwie zaczęło się to jeszcze w Ząbkowicach Śląskich”.

Dziwne pytania dziennikarzy o jeden konkretny pociąg#
Według relacji Nawrockiego, niepokojące sygnały zaczęły się jeszcze przed samym zdarzeniem. Tego dnia, w trakcie ulewnego deszczu na Dolnym Śląsku, kandydat na prezydenta zjechał z zaplanowanej trasy, by zobaczyć tereny dotknięte powodzią. Była to spontaniczna decyzja, która w ogóle nie była przewidziana w planie dnia. Wtedy, jak twierdzi, zaczęły się dziać dziwne rzeczy.
„Dziwnie zachowywały się też telewizje związane z moim kontrkandydatem. Nagle pojawili się dziennikarze, jakaś dziwna kamera nas śledziła”
— opisuje Nawrocki. Najbardziej zaskoczyło go jednak, o co konkretnie dopytywali: nie o program, nie o spotkanie, ale wyłącznie o to, czy zdąży wsiąść do konkretnego pociągu między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem — wyjątkowego, bo tego dnia miał pokonać ten odcinek normalnym pociągiem regionalnym, a nie kampanijnym autobusem.
Cios w szczękę i czarne zasłony w autokarze#
Po pięciominutowym przemówieniu pod ratuszem w Ząbkowicach Śląskich, w drodze do autobusu, który miał go zawieźć na peron, Nawrocki poczuł, jak sam to opisuje, jakby ktoś nagle „wyłączył mu organizm”.
„Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę”
— relacjonuje. Mimo to próbował funkcjonować normalnie, machał ludziom, rozmawiał. Poprosił współpracownika o wodę, kazał zaprowadzić się do autokaru i położyć na podłodze.
To, co wydarzyło się chwilę później, jego ochroniarze nazwali później scenami jak z horroru.
„Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu ‘Egzorcysta’ — kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem”
— opowiada prezydent. Autokar zatrzymano, zasłonięto czarnymi zasłonami, wszyscy oprócz niego wyszli na ulicę. Stracił przytomność. Gdy się ocknął, garnitur i wnętrze pojazdu były, jak sam mówi, „kompletnie zbryzgane”.
„Byłem przekonany, że ty nie żyjesz”#
Najbardziej poruszający fragment opowieści dotyczy reakcji jego najbliższych współpracowników, czyli Mikołaja, Jarka i Jakuba. Jeden z nich, wchodząc po pewnym czasie do zaciemnionego, wyciszonego autokaru, miał powiedzieć prezydentowi otwarcie:
„Byłem przekonany, że ty nie żyjesz”.
Cisza, zamknięte okna i brak jakiegokolwiek kontaktu sprawiły, że na chwilę naprawdę uwierzyli, że stało się najgorsze.
Nawrocki przypomina też, że od początku kampanii ochrona ostrzegała go przed ryzykownymi gestami, między innymi przed całowaniem wyborczyń w rękę, sugerując, że to może być sposób na podanie mu trucizny. On sam, jak twierdzi, mimo ostrzeżeń nie zmieniał swojego zachowania.

Czy to dowód na próbę otrucia?#
Sam Nawrocki w opublikowanych fragmentach nie mówi jednoznacznie, że został otruty. Opisuje objawy, okoliczności i swoje wrażenia, nazywając całą sytuację „czymś, co do dziś traktuje bardzo poważnie”. Znacznie dalej w interpretacji idzie współautor książki, prof. Andrzej Nowak, który w materiale promującym publikację stwierdził bez ogródek:
„Próbowano otruć Karola Nawrockiego. Po prostu otruć, wyeliminować z tej kampanii w momencie, kiedy było już widać, że idzie po zwycięstwo”.
Sprawa, która natychmiast wywołała poruszenie#
Fragmenty książki trafiły do sieci w momencie, gdy zaufanie do prezydenta, według najnowszych sondaży, wyraźnie rośnie. Nic dziwnego, że tak dramatyczna i jednocześnie niejednoznaczna historia szybko zaczęła żyć własnym życiem w komentarzach. Dla zwolenników prezydenta to dowód na to, z jak realnym zagrożeniem mierzył się podczas kampanii. Dla krytyków z kolei to temat, który wymaga twardych dowodów, a nie tylko emocjonalnej relacji i mocnej interpretacji współautora książki.
Czy faktycznie ktoś próbował zaszkodzić Karolowi Nawrockiemu w trakcie kampanii? Na razie jedyną pewną odpowiedzią jest to, że sam prezydent uznał tamten epizod za jeden z najtrudniejszych momentów swojej drogi do Pałacu Prezydenckiego.


