Chwila, która zaczęła się od rutynowego badania, szybko zamieniła się w scenariusz, którego nie chce przeżywać nikt. Dawid Kwiatkowski opowiedział o momencie, gdy lekarz zasugerował nowotwór. Były łzy, paraliżujący strach i godziny niepewności — ale też zaskakujący finał.
To miała być zwykła kontrola. Nic, co zapowiadałoby emocjonalny rollercoaster. A jednak właśnie wtedy wszystko się zatrzymało. W jednym zdaniu, wypowiedzianym przez lekarza, padło słowo, które zmienia perspektywę w ułamku sekundy.
— „Widzę, że jego mina z ‘banana’ idzie w drugą stronę. I wykryli mi guza na pęcherzu. Lekarz mi mówi: ‘to chyba nowotwór’”
— relacjonował Dawid Kwiatkowski w podcaście Katarzyny Nosowskiej i jej syna Mikołaja "Bliskoznaczni".
Reakcja artysty była natychmiastowa:
— „Ja w ryk. On przez pięć minut mi jeździ tym USG w jedną i w drugą stronę. Jeszcze dziesięć badań przede mną. Ja już nie mam ochoty nic robić”
— wspominał.
W sekundę pojawiły się kolejne scenariusze, padły kolejne słowa, które jeszcze chwilę wcześniej brzmiały abstrakcyjnie.
— „Zbiegło się kilku lekarzy i nagle: rezonans, kontrast, tomografia. Potem mówią o przerzutach… Ja mówię: ‘O czym wy do mnie mówicie? Jaki przerzut?’”
— opowiadał.
Najtrudniejsze nie były jednak same badania, lecz to, co dzieje się między nimi.
— „Dzień byłem w zawahaniu, bo nie wiedziałem, czy to złośliwe, czy nie”
— przyznał i dodał:
— „Leżę w rezonansie, nie mogę się ruszyć, płaczę, policzki mnie swędzą. I nagle myśl: ‘No tak, przyszła do mnie piosenka o śmierci’. Napisałem utwór o śmierci. Tak to się dzieje”.
Finał tej historii przyniósł ulgę, choć nie wymazał emocji.
— „Nazajutrz już miałem doraźne badania. Okazało się, że to niezłośliwe — po prostu coś sobie urosło i jest okej”
— wyjaśnił.
Dziś Kwiatkowski wraca do tamtego momentu z większym spokojem, ale też z wyraźnie zmienioną perspektywą. Regularne badania przestały być obowiązkiem — stały się czymś oczywistym. A doświadczenie, które na chwilę zatrzymało wszystko, zostawiło po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie.


