Doda i Małgorzata Rozenek od lat należą do najbardziej wyrazistych postaci polskiego show-biznesu. Choć ich drogi zawodowe są zupełnie różne, łączy je jedna osoba – Radosław Majdan. W najnowszej rozmowie piosenkarka wróciła wspomnieniami do momentu, gdy po raz pierwszy spotkała byłego męża i jego obecną żonę.
Pierwszy mąż#
W polskim show-biznesie są historie, które mimo upływu lat wciąż wracają w rozmowach i wywiadach. Jedną z nich jest relacja Dody z Radosławem Majdanem oraz jego obecną żoną, Małgorzatą Rozenek.
Dla piosenkarki Majdan był pierwszym mężem. Ich związek od początku był intensywnie komentowany przez media i zakończył się w atmosferze konfliktu. Z kolei dziś były bramkarz od lat tworzy medialny duet z Małgorzatą Rozenek. Para wychowuje syna Henryka i często pokazuje swoje życie w mediach społecznościowych.
Choć od rozwodu Dody i Majdana minęło wiele lat, temat relacji między nimi wciąż wraca.
Spotkanie, które zmieniło relacje#
W jednym z podcastów artystka wróciła wspomnieniami do wydarzenia sprzed lat, które – jak twierdzi – mocno wpłynęło na ich późniejsze kontakty. Chodzi o oficjalne przyjęcie w ambasadzie amerykańskiej.
Doda pojawiła się tam ze swoim ówczesnym partnerem. Jak opowiadała, była przekonana, że przypadkowe spotkanie z byłym mężem i jego nową partnerką może przebiec w spokojnej atmosferze.
„Z Radkiem mielibyśmy dobry kontakt. Mieliśmy to wszystko przepracowane”
– wspominała.
Według niej to właśnie tamten moment miał jednak sprawić, że relacje znów się pogorszyły.
„Wszystko się zepsuło na imprezie, gdy ja szłam ze swoim mężem, a on ze swoją żoną w ambasadzie amerykańskiej”.
Piosenkarka przyznała, że w tamtej chwili liczyła nawet na coś w rodzaju normalizacji relacji między wszystkimi stronami.
„Myślałam, że w końcu będziemy taką patchworkową rodziną. Że będzie miło, że się poznamy”.
„Zostałam jak słup soli”#
Z jej relacji wynika jednak, że pierwsze przywitanie nie przebiegło tak, jak się spodziewała. Jak opowiadała, kiedy próbowała powiedzieć „cześć”, sytuacja potoczyła się w zupełnie inną stronę.
„Mówię cześć, a ona go łup! On się odwrócił i poszli”
– relacjonowała.
Całe zdarzenie było dla niej na tyle zaskakujące, że – jak sama przyznała – przez chwilę nie wiedziała, jak zareagować.
„Ja tak zostałam jak taki słup soli. Otworzyłam gębę, już jej nie zamknęłam”.
Na dodatek na miejscu był jej ówczesny partner, który – jak opowiadała – próbował ją pocieszać po niezręcznej sytuacji.
„Ten obok pocieszał mnie z 25 minut na imprezie amerykańskiej. Drugi mąż pociesza mnie, dlaczego pierwszy mnie olał. Taka kuriozalna sytuacja”.


