Jul 20, 2026 7:30 PM

Konwulsje, wymioty, utrata świadomości a potem stanowcza odmowa jazdy do szpitala. Ponad rok po tajemniczym zdarzeniu z kampanii prezydenckiej, człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo Karola Nawrockiego po raz pierwszy opowiedział, co naprawdę wydarzyło się 15 maja 2025 roku w Ząbkowicach Śląskich i dlaczego nikt wtedy nie zawiadomił służb.

„To nie było naturalne”

Ppłk rez. Krzysztof „Rydzu” Radziwon, przez lata żołnierz jednostek specjalnych i weteran misji w Afganistanie, przez siedem miesięcy kampanii odpowiadał za bezpośrednią ochronę kandydata popieranego przez PiS. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” opisał moment, który do tej pory znany był tylko z lakonicznej relacji samego prezydenta w książce-wywiadzie z prof. Andrzejem Nowakiem.

Po wiecu w Ząbkowicach Śląskich Nawrocki wsiadł do busa. Po kilkudziesięciu sekundach jazdy ochrona dostała sygnał, że coś jest nie tak. Gdy Radziwon wbiegł do pojazdu, kandydat siedział już przytomny, ale z relacji ludzi, którzy byli przy nim w środku, wynikało, że chwilę wcześniej doszło do utraty kontroli nad ciałem, drgawek i nagłych wymiotów.

Sam ochroniarz nie ukrywa, do jakiego wniosku doszedł po tym, co widział. Jak podkreślił, zwykłe zatrucie pokarmowe nie daje takiej gwałtownej reakcji organizmu z drgawkami i utratą świadomości.

Żadnej karetki, żadnego zgłoszenia na policję

Najbardziej zaskakujące jest jednak to, co nie wydarzyło się później. Mimo dramatycznych objawów, sztab nie wezwał pogotowia ani policji, a kandydat, w pełni świadomy, kategorycznie odmówił jazdy do szpitala na płukanie żołądka, mimo że Radziwon naciskał na to wielokrotnie.

Co więcej, nie zabezpieczono żadnych próbek ani dowodów, nie sporządzono też żadnej notatki służbowej z tego dnia. Decyzję o utajnieniu całej sprawy podjął sam Nawrocki i to on zdecydował, by informacja nie trafiła dalej niż do najbliższego otoczenia kampanii.

Dziś tą sprawą zajmuje się prokuratura, która prowadzi postępowanie w związku z niepokojącym incydentem z kampanii.

Drony, inwigilacja i nieznane auta śledzące kolumnę

To nie był jednak jedyny niepokojący wątek. Radziwon ujawnił, że przez całą kampanię ochrona rejestrowała powtarzający się schemat działań, które trudno uznać za przypadek.

Nad miejscami, w których przebywał kandydat, także poza oficjalnymi wiecami, gdzie dronów nikt by się nie spodziewał, regularnie pojawiały się bezzałogowce. Do tego dochodziły te same samochody, parkujące godzinami w pobliżu tras kampanii, oraz ktoś nagrywający samych ochroniarzy: ich szyki, sposób poruszania się, procedury.

Mimo zaangażowania specjalistów od kontrinwigilacji, ochronie nigdy nie udało się ustalić, kto stał za tymi działaniami.

Zagrożenie, które rosło z każdym tygodniem

Według Radziwona napięcie narastało przez całe siedem miesięcy kampanii i osiągnęło szczyt, gdy Nawrocki wszedł do drugiej tury wyborów. Wtedy też zwiększono liczbę osób odpowiedzialnych za jego bezpieczeństwo, również ze względu na obecność żony i dzieci kandydata podczas wydarzeń.

Dziś, ponad rok później, Radziwon nie ma wątpliwości: to, co wydarzyło się w Ząbkowicach Śląskich, nie miało nic wspólnego z przypadkową niedyspozycją.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy