„Od dawna nie dostałam tak ciekawego i odważnego scenariusza” — mówi Magdalena Boczarska, opowiadając o filmie „Zapiski śmiertelnika”. Aktorka szczerze mówi o tabu samobójstwa, życiowych kryzysach, terapii, cenie bycia „w obiegu” i potrzebie zatrzymania się.
Magdalena Boczarska w rozmowie z Polską Agencją Prasową nie ukrywa, że scenariusz "Zapiski śmiertelnika" był dla niej czymś wyjątkowym.
„Film bawi się konwencją, czerpie z wielu gatunków, jest nieoczywisty pod względem konstrukcji. A jednocześnie dotyka bardzo trudnych i ważnych egzystencjalnych tematów – trochę od strony czarnej komedii”
— tłumaczyła. Historia dojrzałego mężczyzny, który postanawia odebrać sobie życie, została opowiedziana z ironią i lekkością, co – jak podkreśla aktorka – daje widzowi przestrzeń do refleksji.
Boczarska zwraca uwagę, że temat samobójstwa wciąż pozostaje tabu.
„Oswojenie strachu daje przestrzeń do rozmowy. Filmy czy seriale są czasami lustrem, w którym można się przejrzeć i znaleźć też jakieś cytaty, które mogą być użyteczne w naszym własnym życiu”
— mówiła, odnosząc się do obaw dużych firm przed podejmowaniem tak trudnych tematów.
W rozmowie nie zabrakło też bardzo osobistych wątków. Aktorka przyznała, że pytania o sens, kierunek i własne miejsce wracają do niej regularnie.
„Mam wrażenie, że co chwilę je sobie stawiam. Na kolejnych etapach życia zmieniają się nasze marzenia, pragnienia, oczekiwania”
— opowiadała. Dodała również: — „Niedawno rozpoczęłam kolejną terapię, bo chcę zrozumieć różne mechanizmy i schematy”.
W „Zapiskach śmiertelnika” Boczarska wciela się w wieloletnią kochankę głównego bohatera, prokuratorkę, postać pełną sprzeczności. — „Maciek powiedział mi: Nie graj jednej konkretnej postaci, graj stan” — zdradziła, tłumacząc, że jej bohaterka jest bardziej emocją i marzeniem niż klasycznie zarysowaną figurą. Sama postać daleka jest od stereotypu urzędniczki: w pracy analityczna, prywatnie pogubiona, pełna „być może”.
Aktorka nie ukrywa, że intensywna praca nad kolejnymi filmami mocno ją kosztowała. Rok zdjęciowy, w którym powstały m.in. „Różyczka 2” i „Zapiski śmiertelnika”, zakończył się decyzją o przerwie. — „Bezpieczeństwo w tym zawodzie to trochę iluzja. Tu nic nie jest dane raz na zawsze” — przyznała, dodając, że ważniejsze od ciągłej obecności jest to, kim jest jako aktorka i człowiek.
„W tym zawodzie oddaje się kawałki siebie – emocje, ciało, czas, czasem relacje”
— mówiła, zaznaczając jednak, że aktorstwo jest dla niej formą wymiany, nie tylko wyrzeczeniem.
Na koniec zdradziła, że właśnie zakończyła zdjęcia do nowego filmu — horroru w reżyserii debiutującej Marty Giec, z silną kobiecą obsadą i trzypokoleniową historią w tle.


