May 13, 2026 2:01 PM

Joanna Jabłczyńska rzadko wpuszcza fanów do swojego prywatnego świata aż tak daleko. Tym razem aktorka i prawniczka zaskoczyła szczerym wyznaniem o śmierci, pogrzebie i miejscu, w którym chciałaby zostać pożegnana. W jej wizji nie ma jednak smutku i patosu. Jest za to spokój, natura i ludzie, których naprawdę lubiła.

Joanna Jabłczyńska od lat funkcjonuje na dwóch zupełnie różnych scenach — jednej telewizyjnej, drugiej prawniczej. Między planami zdjęciowymi a prowadzeniem kancelarii coraz częściej wybiera jednak coś jeszcze: ciszę, wieś i życie z dala od miejskiego tempa. To właśnie tam, na Mazowszu, znalazła swoje miejsce na ziemi. I jak się okazuje — także miejsce, z którym chciałaby być związana już na zawsze.

W rozmowie z Kozaczkiem aktorka zdobyła się na wyjątkowo osobiste wyznanie. Bez dramatycznego tonu i wielkich słów opowiedziała o tym, jak wyobraża sobie własne pożegnanie.

„Jakbym umarła — każdego to czeka i tego tematu nie unikam — nie wybieram się nigdzie, dobrze się czuję, ale jakbym umarła, to chciałabym, żeby prochy rozsypali przy moim domu. Tam się najlepiej czuję i to moje miejsce. I żeby w mojej stodole zrobili imprezę. Żeby się wszyscy cieszyli, że mnie znali. Że poznali taką osobę. Każdego to czeka”

— mówiła.

Słowa 40-letniej aktorki wywołały spore poruszenie wśród internautów. Nie chodziło jednak wyłącznie o sam temat śmierci, ale o sposób, w jaki o nim mówiła — spokojnie, bez lęku i z dużą czułością wobec miejsca, które stworzyła dla siebie poza Warszawą.

Jabłczyńska od dawna podkreśla, że dom oddalony około 100 kilometrów od stolicy stał się jej azylem. To tam odpoczywa, zajmuje się ogrodem i coraz mocniej zanurza w codzienność bliską naturze. Nie ukrywa też, że daleko jej do perfekcyjnego obrazka z mediów społecznościowych.

„To z pewnością nie jest idealny ‘instagramowy’ ogród i z pewnością dużo pracy i nauki przede mną, ale już się cieszę z tego, co mam, a mam taaak wiele”

— pisała w sieci.

Aktorka przyznaje również, że dużą satysfakcję daje jej życie w duchu recyklingu i ponownego wykorzystywania rzeczy, które dla innych straciły wartość. Nawet budowa kurnika stała się dla niej okazją do działania w zgodzie z własną filozofią.

„Bardzo lubię recyklingować materiały. Strasznie nie lubię czegokolwiek wyrzucać. Teraz na przykład jak robiliśmy kurnik, a naprawdę królewski kurnik, to bardzo dużo materiałów wykorzystaliśmy, takich, które ktoś wyrzucił na śmietnik. Próbujemy je wykorzystać, żeby dać im drugie życie”

— opowiadała w rozmowie z Plotkiem.

Najwięcej emocji kryje się jednak w tym, jak mówi o samej wsi. Dla wielu to tylko ucieczka od miasta. Dla niej — sposób na odzyskanie równowagi.

„To jest mój azyl. Kiedy dojeżdżam już do siebie na wieś, biorę głębszy oddech i już czuję się, jakbym była przynajmniej po weekendzie wakacji. Zupełnie inni ludzie, zupełnie inne jedzenie, mam jajka od swoich kurek, to jest super. W mieście trudno mi było przetrwać pewne pory roku, a tam jest zawsze pięknie. Nawet jesienna plucha jest niegroźna, jak się napali w kominku w domu, to jest bajka”

— wyznała Plejadzie.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy