Wyjazd na narty do włoskich Dolomitów miał być rodzinną przerwą od polityki. Tymczasem wokół wizyty Donalda Tuska pojawiły się pytania o zakup łańcuchów śniegowych do jego prywatnego samochodu – sfinansowany przez Służbę Ochrony Państwa. W tle są personalne roszady, awanse i relacje, które dziś wracają jak bumerang.
Sprawa, o której mówi się w kuluarach, dotyczy wyjazdu Donalda Tuska do Dolomitów. Według ustaleń BlaskOnline.pl to właśnie wtedy Służba Ochrony Państwa miała sfinansować zakup łańcuchów śniegowych do prywatnego auta, którym premier podróżował z rodziną.
Formalnie chodzi o bezpieczeństwo osoby ochranianej. Nieoficjalnie – o granice między tym, co służbowe, a tym, co prywatne.
Nadzór nad zakupem miał sprawować ppłk Michał Wieczorek, obecny dyrektor ds. transportu SOP. To stanowisko objął w styczniu. Jak twierdzi nasz informator, jego powrót do struktur był możliwy dzięki wsparciu ze strony Marcina Kierwińskiego, szefa MSWiA.
Kariera Wieczorka w SOP nie była liniowa. W przeszłości pełnił funkcję wiceszefa departamentu transportu, jednak pod koniec 2025 roku stracił stanowisko po konflikcie z ówczesnym komendantem. Radosław Jaworski zdymisjonował wówczas obu oficerów zaangażowanych w spór.
Powrót nastąpił po zmianie na szczycie formacji. Obowiązki komendanta przejął płk Tomasz Jackowicz – wyznaczony do tej roli przez ministra Kierwińskiego. Co istotne, Jackowicz przez blisko dziewięć lat odpowiadał za ochronę Donalda Tuska – najpierw jako premiera, później jako lidera opozycji.
I właśnie ten splot personalnych relacji budzi dziś największe emocje. Zdaniem naszego informatora to bliskie, wieloletnie powiązania między oficerami a ochranianym politykiem mogły stworzyć sytuację, w której granice procedur stały się zbyt elastyczne.
Zakup łańcuchów śniegowych za publiczne środki – jeśli potwierdzi się w przedstawionej formie – może zostać uznany za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. A to już nie jest kwestia wizerunku, lecz odpowiedzialności służbowej.
SOP na razie nie odniosł się do sprawy. Tymczasem w politycznych kuluarach mówi się, że temat może wrócić podczas najbliższych sejmowych dyskusji. Bo w państwowych instytucjach nawet najmniejszy element wyposażenia potrafi uruchomić lawinę pytań – zwłaszcza gdy prowadzi wprost na alpejskie stoki.


