Jeszcze kilka lat temu 1 sierpnia miał zupełnie inny rytm. Na placu przed sceną stali Warszawiacy z książeczkami w rękach, śpiewali „zakazane piosenki”, a na scenie występował amatorski Chór Warszawiaków, czyli zwykli mieszkańcy, którzy chcieli oddać hołd powstańcom. To była prosta, wspólnotowa forma pamięci, bez telewizyjnej pompy i bez efektów specjalnych. Wystarczyło światło, mikrofon i ludzie, którzy przyszli, żeby być razem.
Dziś koncert coraz bardziej przypomina telewizyjny spektakl. TVP w likwidacji stawia na rozbudowaną scenografię, profesjonalnych solistów, mocne światło i aranżacje, które wyglądają jak przygotowane pod duże widowisko. Widzowie coraz częściej mówią, że nie czują się częścią wydarzenia, tylko jego tłem.

Dwadzieścia lat tradycji, inny format#
Koncert „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki” w tym roku odbywa się już po raz dwudziesty. Wydarzenie wciąż organizuje Muzeum Powstania Warszawskiego, a 1 sierpnia o godzinie 20:30 na placu Piłsudskiego zbiorą się tysiące mieszkańców stolicy. Śpiewnikom i telebimom z tekstami piosenek ma towarzyszyć orkiestra i chór, tym razem pod kierownictwem Bartłomieja Wąsika. Transmisję na żywo pokaże TVP1.
Sama formuła od lat pozostaje niezmienna na papierze: artyści, chór, orkiestra i publiczność wspólnie wykonują pieśni związane z okupacją, walką i pamięcią o mieście: „Warszawskie dzieci”, „Pałacyk Michla”, „Sanitariuszka Małgorzatka”. Problem, na który zwracają uwagę stali bywalcy wydarzenia, leży gdzie indziej, bo w sposobie, w jaki to wszystko jest dziś pokazywane.

Kamera zamiast placu#
Część uczestników zauważa, że im większy nacisk na telewizyjną jakość obrazu, tym mniej miejsca zostaje na spontaniczność. Reflektory skierowane na scenę, precyzyjnie zaplanowane ujęcia i profesjonalna oprawa muzyczna sprawiają, że wydarzenie zaczyna przypominać koncert galowy, a nie wieczór, w którym to publiczność nadaje ton. Głosy krytyczne, coraz częściej pojawiające się w mediach społecznościowych po zakończeniu koncertu, wracają do tego samego pytania: czy da się pogodzić telewizyjny rozmach z kameralną, wspólnotową atmosferą, która przez lata definiowała to wydarzenie?
Pamięć, która szuka nowej formy#
Warto pamiętać, że sam koncert wciąż pełni ważną funkcję i jest jednym z niewielu momentów w roku, gdy młodsze pokolenia stykają się z pieśniami powstańczymi w żywej, zbiorowej formie. Dla wielu rodzin to również okazja, by opowiedzieć dzieciom historię miasta. Pytanie o równowagę między widowiskiem a wspólnotą nie musi więc oznaczać krytyki samej idei koncertu, a raczej sygnał, że jego forma z czasem będzie musiała się na nowo dostosować do oczekiwań tych, dla których liczy się przede wszystkim poczucie bycia razem, a nie jakość telewizyjnego obrazu.


