„Dla niektórych rozwód to koniec wspólnego świata. Dla nas – był początkiem nowego” – napisał Marcin Prokop, ogłaszając rozstanie z Marią Prażuch-Prokop. Po ponad 20 latach razem ich historia zmienia kierunek, ale – jak sami podkreślają – nie traci bliskości.
Marcin Prokop poinformował na Instagramie o zakończeniu małżeństwa z Marią Prażuch-Prokop. Para była razem ponad 20 lat, jednak – jak wynika z jego słów – ich relacja już wcześniej zmieniła swój charakter.
„Tak wyglądają ludzie, którzy bardzo się lubią, szanują i wspierają. Którzy przeżyli ze sobą ponad 20 lat i mimo że jakiś czas temu rozstali się jako małżeństwo, to jako przyjaciele i rodzice Zosi nadal pozostają razem”
– napisał dziennikarz, publikując wspólne zdjęcie.
W jego wypowiedzi trudno szukać dramatycznych akcentów. Zamiast tego pojawia się refleksja nad zmianą i próbą nazwania jej w sposób możliwie najprostszy. Prokop zaznaczył, że dla nich rozwód nie oznacza końca wspólnego świata, lecz jego przekształcenie.
„Dla niektórych rozwód to koniec wspólnego świata. Dla nas – był początkiem nowego. Innego, ale bardziej dopasowanego do tego, kim dzisiaj jesteśmy i dokąd osobno szczęśliwie zmierzamy. ‘Dobre rozstanie’ brzmi jak oksymoron, ale – jak się okazuje – jest całkiem możliwe”
– dodał.
W centrum tej historii pozostaje ich córka Zofia, urodzona w 2006 roku. To wokół niej – jak można wyczytać między wierszami – nadal budują codzienność, już w innej formule, ale z podobnym poczuciem odpowiedzialności.
Na zakończenie swojego wpisu Prokop zwrócił się bezpośrednio do obserwujących, stawiając na szczerość i krótką formę komunikatu.
„Chcieliśmy, żebyście usłyszeli o tym od nas, bo wydaje nam się to uczciwe wobec ludzi, którzy nas obserwują, a więc – jak zakładamy – dobrze nam życzą. To wszystko, co chcemy na ten temat powiedzieć. Dziękujemy, można się rozejść”
– napisał.
Ich historia zaczęła się w 2003 roku – od przypadkowego spotkania na imprezie. Później była wspólna codzienność, rodzicielstwo i decyzja o ślubie, podjęta dopiero po latach. Dziś ta opowieść wchodzi w nowy rozdział – mniej oczywisty, ale opowiedziany z wyraźnym spokojem.


