Łatwogang znowu zrobił coś, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się niemożliwe. Po ekstremalnej jeździe rowerem przez Polskę, po nocach bez snu, po setkach kilometrów, po bólu, który było widać na każdym kadrze transmisji, zebrał pełną kwotę na leczenie Maksa Tockiego. Zbiórka została oficjalnie zamknięta, a licznik zatrzymał się na 12 milionach złotych.
To kolejny moment, w którym jeden streamer poruszył całą Polskę.
Jak do tego doszło? Jazda, która stała się narodowym wydarzeniem#
Łatwogang ruszył z Zakopanego w stronę Gdańska, transmitując wszystko na żywo. Setki tysięcy ludzi oglądało, jak jedzie bez snu, walczy z bólem, a jednocześnie powtarza, że „każdy rodzaj wsparcia się liczy”. Widzowie nie tylko wpłacali, samo oglądanie generowało pieniądze dzięki reklamom.
W pewnym momencie padło zdanie, które stało się symbolem całej akcji:
„Jak zbiorę całość zanim dojadę do Gdańska, to zawracam i jadę rowerem z powrotem do Zakopanego.”
To była obietnica rzucona w emocjach, ale internet zapamiętał ją natychmiast.

12 milionów zebrane szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał#
Zbiórka rosła w tempie, którego nie przewidział nawet sam Łatwogang. Widzowie wpłacali, udostępniali, komentowali, a algorytmy wynosiły transmisję na szczyt trendów. W pewnym momencie stało się jasne, że cel zostanie osiągnięty zanim streamer dotrze do Gdańska. I tak właśnie się stało.
Kwota została zamknięta, Maks Tocki dostanie terapię genową, a Łatwogang zatrzymał rower i ogłosił koniec zbiórki.
A co z obietnicą? Internet już o niej nie zapomni#
W komentarzach zaczęło się natychmiastowe odliczanie:
„No to co, wracasz?”
„Zakopane czeka!”
„Słowo się rzekło!”
Łatwogang sam przyznał, że nie spodziewał się, że zbiórka zamknie się tak szybko. Teraz widzowie czekają na jego decyzję czy potraktuje obietnicę dosłownie, czy jako spontaniczny żart, który miał tylko zmotywować ludzi.


