Łukasz Mejza od lat jest jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci polskiej polityki. Z jednej strony młody, ambitny parlamentarzysta z Zielonej Góry, który szybko wspiął się po szczeblach kariery. Od lokalnego radnego, przez sejmik, aż po stanowisko wiceministra sportu. Z drugiej strony bohater licznych kontrowersji, medialnych śledztw i internetowych burz, które sprawiły, że jego nazwisko regularnie wraca na nagłówki portali.
Dziś znów jest o nim głośno, ale tym razem nie z powodu polityki. Według ustaleń „Rzeczpospolitej” Mejza ma być o krok od podpisania kontraktu z federacją Prime MMA.

Jeśli do tego dojdzie, zostanie pierwszym czynnym posłem w Polsce, który wejdzie do oktagonu.
W świecie freak fightów miałby występować pod pseudonimem „Pirat”, co idealnie wpisuje się w jego dotychczasowy, mocno wykreowany wizerunek twardego, niepokornego zawodnika życia publicznego.

Polityk w oktagonie — miks, który działa na algorytmy#
Według doniesień jego potencjalnym rywalem ma być Jacek Murański, jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy sceny freak fightowej.
Murański twierdzi, że podpisał już regulamin walki, a pojedynek ma odbyć się w brutalnej formule „hooligan style”. Mejza odpowiada, że kontraktu jeszcze nie podpisał, ale przyznaje, że propozycje są „poważne”. Stawia też warunek: milion złotych na cele charytatywne dla schroniska oraz dzieci chorych onkologicznie.


