Aug 12, 2026 4:30 PM

Są krowy w łaciate wzory jak u pandy, są najpiękniejsze kury świata, są hortensje i domki nad kanałem. Małgorzata Rozenek-Majdan pojechała kamperem do holenderskiej wsi Giethoorn i wróciła stamtąd zakochana.Tylko że ta natura ma swój adres: 120 kilometrów od Amsterdamu, drewniane mostki i status jednej z najbardziej fotogenicznych wiosek Europy.

„Wenecja Północy” podbiła serce celebrytki

Giethoorn to rzeczywiście miejsce jak z pocztówki, bo zamiast ulic ponad 90 kilometrów kanałów, prawie 200 drewnianych mostków, a ruch odbywa się pieszo, rowerem albo łódką. Rozenek-Majdan nie kryła zachwytu nad zwierzętami mijanymi po drodze: krowami, kozami i kurami, które określiła jako najpiękniejsze, jakie widziała w życiu. Padła nawet deklaracja, że wróci stamtąd z żywą kurą. Do kompletu dorzuciła jeszcze wzruszenie nad hortensjami.

Brzmi jak scena z bajki. I właśnie o to chodzi, bo Giethoorn to nie jest „wieś” w polskim rozumieniu tego słowa. To starannie utrzymana atrakcja turystyczna, z przemyślaną estetyką, gdzie każdy dom wygląda, jakby zaprojektował go stylista wnętrz, a nie sąsiad budujący altankę z tego, co zostało po remoncie.

Polska wieś kontra „countryside” z Instagrama

I tu robi się śmiesznie. Bo o ile holenderska wioska rzeczywiście może zachwycać – ma prawo, jest piękna, o tyle w Polsce mamy do czynienia z ciekawym zjawiskiem socjologicznym. Znaczna część naszego społeczeństwa ma korzenie wiejskie, dziadków z gospodarstwa, wspomnienia wakacji u cioci w Sandomierskiem. To właśnie te osoby przez dekady najbardziej starały się uciec od skojarzeń z wsią, do miasta, do lepszej pracy, do innego akcentu.

A teraz nagle „countryside aesthetic” wraca w wielkim stylu, tylko że w wersji eksportowej: holenderskie kanały, angielskie kotedże, toskańskie winnice. Swojska krowa nagle jest mniej instagramowa niż krowa w Giethoorn, choć biologicznie to dokładnie ten sam gatunek zwierzęcia.

Dziewczyny z prowincji, które udawały mieszczanki, teraz udają wieśniaczki

Można by to ująć złośliwie, ale chyba trafnie: pokolenie, które przez lata inwestowało w to, by nikt nie zgadł, że dorastało bliżej pola niż centrum handlowego, dziś publikuje relacje z zachwytem nad kaczkami i hortensjami, byle nie swoimi, tylko cudzymi, w cudzym, ładniej sfotografowanym kraju.

To nie zarzut wyłącznie pod adresem jednej celebrytki, to szerszy trend, w którym „wieś” jako estetyka jest pożądana, o ile jest odpowiednio wystylizowana, ma dobre światło i nie kojarzy się z niczym, co faktycznie trzeba było odrobić motyką.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy