Kazimierz Marcinkiewicz, były premier, który dziś kojarzy się bardziej z głośnym związkiem z Izabel, walkami sądowymi z byłymi żonami i dramatami w tabloidach niż z jakimikolwiek dokonaniami politycznymi, znów postanowił zabrać głos. Tym razem w sprawie TikToka i mediów społecznościowych.
Jego recepta na walkę z dezinformacją? Zamknąć platformy. Internauci nie wytrzymali:
„To już nie PRL, to Korea Północna!”
— piszą na X.com. A my pytamy: czy były premier właśnie ogłosił cyfrowy stan wojenny?
TikTok jako wróg państwa?#
W udzielonym niedawno wywiadzie Marcinkiewicz stwierdził, że TikTok i inne media społecznościowe powinny zostać zablokowane, bo szerzą „ruską propagandę”. Nie podał przykładów, nie wskazał źródeł, ale za to zaserwował pomysł rodem z podręcznika cenzora.
„Zamknąć TikToka? A może od razu paszporty i kartki na chleb?”
— ironizuje @CentralaRybna.
„Jeszcze TVN, jeszcze Netflix — i wracamy do epoki telegazety”
— dodaje @AdamWielomski.
Instagram/screenshotInternet grzmi: „To już Korea Północna!”#
Wywiad z byłym premierem wywołał lawinę komentarzy. Internauci nie przebierają w słowach:
„Zamknąć media społecznościowe, bo ktoś ma inne zdanie? To już nie PRL, to Korea Północna.”
„Marcinkiewicz chce walczyć z dezinformacją, ale zaczyna od zamykania ust. Genialne.”
„Dla mnie jednym z największych zaskoczeń jest to, że ten człowiek był kiedyś premierem mojego kraju”
— pisze @KlonowskiMarek.
Instagram/screenshotjo Wolność słowa? Nie tym razem#
Zamiast edukacji medialnej, mamy propozycję cyfrowego zamordyzmu. Zamiast debaty — blokada. Marcinkiewicz, który kiedyś mówił „Yes, yes, yes!”, dziś proponuje „Ban, ban, ban!”. A wszystko w imię walki z propagandą, której definicję zna chyba tylko on sam.
Były premier znów przypomniał o sobie, ale tym razem jako samozwańczy strażnik internetu. I zamiast rozwiązań, mamy pomysły rodem z reżimów totalitarnych. Internauci nie mają wątpliwości: to nie walka z dezinformacją, to walka z wolnością.


