W programie „Odbudowani” u Karola Gnata Michał Rachoń wrócił do momentu, który całkowicie odmienił jego życie i sprawił, że porzucił świetnie zapowiadającą się karierę menedżera sportowego, by wejść do świata mediów. To nie była decyzja podjęta z dnia na dzień. To była misja, która, jak sam mówi, „przyszła do niego” w najbardziej dramatycznym momencie współczesnej historii Polski.
„To był tydzień kompletnego szoku”. Noc z 9 na 10 kwietnia 2010 roku zmieniła jego życie#
Rachoń opowiada, że tamtej nocy siedział z kolegą, który polityką nie interesował się wcale. I wtedy padło pytanie o znaczenie Federacji Rosyjskiej, które, jak dziś mówi, zapamiętał na zawsze.
„On mówi: czy to dzisiaj ma jeszcze jakieś znaczenie? A ja mówię: tak. I nie mam żadnych wątpliwości, że Federacja Rosyjska myśli o Polsce jako o przestrzeni podboju, a nie partnerze.”

Kilka godzin później wydarzyła się katastrofa smoleńska.
„Od razu szok, że to się wydarzyło. To jest rzecz, która spowodowała wszystkie wielkie, ważne zmiany w moim życiu. Miałem tydzień kompletnego szoku. Byłem załamany. Zaczynałem szukać, zbierać informacje, wiedząc, że ja coś powinienem w tej sprawie zrobić.”
To był moment, w którym, jak sam przyznaje, poczuł, że nie może już wrócić do dawnego życia.
Ojciec powiedział mu jedno zdanie. I to zdanie pchnęło go do działania#
W programie Rachoń wspomina, że to właśnie jego ojciec zobaczył w nim gotowość do zmiany.
„To mój ojciec pchnął mnie w tym kierunku, mówiąc, że jestem gotowy, by wziąć się do roboty. Ja wtedy zmieniłem zawodowo wszystko.”
I naprawdę zmienił. Porzucił intratną pracę menedżera sportowego, w której, jak sam mówił w innych wywiadach, „mógłby zostać na lata”. Zaczął pisać do „Gazety Polskiej Codziennie”. To był pierwszy krok.
Grudzień 2012. Konferencja, która przesądziła o wszystkim#
Rachoń opowiada, że przełom przyszedł niespodziewanie, podczas jednej z konferencji prasowych.
„Siedzę przed komputerem i nagle jest konferencja: Tomasz Sakiewicz, Bronisław Wildstein, Katarzyna Gójska, Rafał Ziemkiewicz… Zobaczyłem, że powstaje grupa konserwatywnych dziennikarzy, którzy mówią coś niewyobrażalnego: zróbmy konserwatywną, prawicową telewizję.”
To był grudzień 2012 roku, czyli dokładnie wtedy, gdy projekt Telewizji Republika był ogłaszany publicznie. Stacja ruszyła kilka miesięcy później: 10 kwietnia 2013 w internecie, 6 maja 2013 na satelicie.

Rachoń wspomina:
„Patrzę i myślę: kurde, ja chcę tam być. Jeszcze nic nie było… ale ja chcę tam być.”
I wtedy wydarzyło się coś, co dziś brzmi jak scenariusz filmowy.
„Chyba tego samego dnia zadzwoniła do mnie Ewa Stankiewicz z pytaniem, czy bym nie chciał. A ja już znałem odpowiedź.”
Tak zaczęła się jego przygoda z Telewizją Republika — pierwszą telewizją w jego życiu.
Misja zamiast kariery. Rachoń mówi o tym bez patosu, ale z pełnym przekonaniem#
W rozmowie z Karolem Gnatem nie ma wielkich słów, ale jest coś mocniejszego: konsekwencja. Rachoń opowiada o swoim wyborze jak o czymś oczywistym, choć wcale takie nie było. Porzucił pewną, dobrze płatną pracę. Wybrał drogę trudniejszą, bardziej ryzykowną, ale, jak mówi, prawdziwą.
To historia o tym, jak jedno wydarzenie może wywrócić życie do góry nogami.
I o tym, że czasem misja staje się ważniejsza niż kariera.


