W rozmowie z WP były premier Leszek Miller wrócił pamięcią do swojej pierwszej wizyty w Białym Domu. Opowiedział anegdotę, która brzmi jak scena z filmu: kominek, swobodna rozmowa i prośba prezydenta USA o… radę przed wizytą w Moskwie. To jeden z tych momentów, które pokazują, jak wyglądają kulisy spotkań na najwyższym szczeblu. Bez przewidzianego scenariusza, za to z dużą dawką humoru.
Miller wspomina, że gdy po raz pierwszy jechał do Białego Domu, nie spodziewał się, że George W. Bush zacznie rozmowę od takiego pytania. Jak powiedział w wywiadzie dla WP:
„Siedzimy tam przy kominku (…) i Bush mówi: Panie premierze, nim zaczniemy rozmawiać o sprawach bilateralnych… Wie pan, ja za jakiś czas wybieram się do Moskwy, a my was, Polaków, uważamy za specjalistów od stosunków z Rosją”.

Były premier doradził wtedy, że rozmowy na Kremlu najlepiej zacząć od rosyjskiego dowcipu, bo „to zawsze Rosjanom dobrze robi”.
Bush zapytał, czy ma jakiś przykład. Miller miał. I to gotowy.
Dowcip, który Miller opowiedział Bushowi#
„Dzwoni Siergiej z Moskwy do swojego kumpla Aleksandra Saszy na Syberię.
Mówi: słuchaj, u nas mówią, że u was jest minus 40, to prawda?
A tamten odpowiada: Nie, u nas jest minus 20.
No tak, ale u nas mówią, że minus 40.
A to, chyba, że na zewnątrz.”
Według Millera taki żart miał „rozluźnić atmosferę” i pomóc w rozmowach na Kremlu.

Obraz jaki przedstawił były premier Leszek Miller pokazuje rzadki wgląd w kulisy dyplomacji, podany w lekkiej, anegdotycznej formie. Miller opowiada o sytuacji, która wygląda jak prywatna scena zza kulis: kominek, luźna rozmowa i prośba o radę, która nie ma nic wspólnego z oficjalnymi dokumentami.


