Krzysztof Ibisz od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych prezenterów telewizyjnych w Polsce. Choć widzowie kojarzą go przede wszystkim z ekranem i profesjonalnym wizerunkiem, w życiu prywatnym jest przede wszystkim ojcem. Szczególne miejsce zajmuje w nim jego najstarszy syn, Maksymilian – dziś już dorosły mężczyzna, który konsekwentnie idzie własną drogą. Jednym z najbardziej komentowanych tematów pozostaje fakt, że nie posługuje się on nazwiskiem ojca.
Maksymilian jest owocem małżeństwa prezentera z dziennikarką Anną Zejdler. Po rozstaniu rodziców chłopiec pozostał pod opieką matki i to właśnie jej nazwisko nosi. Decyzja ta od początku była świadoma i – jak podkreślał sam Ibisz – podyktowana troską o komfort dziecka.
Prezenter w jednym z wywiadów mówił:
„Zależało mi, żeby Maksymilian miał spokojne dzieciństwo, bez presji i porównań. Nazwisko znanego ojca bywa obciążeniem”.
W innym dodał: „Najważniejsze jest to, żeby był szczęśliwy i mógł sam zdecydować, kim chce być”. Te słowa pokazują, że decyzja nie była efektem konfliktu, lecz dojrzałego podejścia do rodzicielstwa.
Noszenie nazwiska matki w przypadku dzieci osób publicznych nie jest w Polsce częste, dlatego sprawa wzbudzała zainteresowanie mediów. W przypadku Maksymiliana chodziło jednak o coś więcej niż formalność. Dorastanie w cieniu znanego nazwiska mogłoby oznaczać ciągłe pytania, porównania i przypisywanie sukcesów lub porażek pozycji ojca. Tymczasem młody mężczyzna wybrał niezależność.
Ibisz wielokrotnie podkreślał, że jest dumny z syna niezależnie od nazwiska. „Nie nazwisko definiuje człowieka, tylko jego charakter i praca” – zaznaczał. Z relacji medialnych wynika, że relacje między ojcem a synem są dobre i oparte na wzajemnym szacunku. Prezenter wspierał Maksymiliana w edukacji i życiowych wyborach, ale jednocześnie dawał mu przestrzeń.
Sam Maksymilian wyznał, dlaczego przyjął nazwisko matki w jednym z wywiadów.
"Zrobiłem to dlatego, że bardzo jestem zżyty i z mamą, i z babcią. I z dziadkiem byłem bardzo zżyty"
- powiedział syn prezentera. Dodał także, że chciał w symboliczny sposób odwdzięczyć się dziadkowi za ogromny wkład w jego wychowanie.
Warto zauważyć, że w dobie rosnącej popularności dzieci celebrytów, które często korzystają z rozpoznawalnego nazwiska jako przepustki do kariery, historia Maksymiliana jest przykładem innego podejścia. Tu priorytetem była prywatność i normalność. Jak podsumował Ibisz:
„Dzieci nie wybierają sobie znanych rodziców. To naszym obowiązkiem jest chronić je przed konsekwencjami popularności”.
Krzysztof Ibisz - jak wygląda na co dzień i w pracy?
Zobacz wyjątkowe zdjęcia "wiecznie młodego" Krzysztofa Ibisza!


