Aug 25, 2026 6:30 PM

Aktorzy nawoływali w mediach społecznościowych, prezydent stolicy osobiście objął wydarzenie patronatem, a mimo to jeden z posłów postanowił nie przyjść. Marcin Józefaciuk odmówił udziału w warszawskich obchodach Dnia Niepodległości Ukrainy i wywołał tym burzę. My sprawdziliśmy, dlaczego jego decyzja obnażyła przy okazji podwójne standardy części tak zwanych patriotów.

24 sierpnia, w 35. rocznicę ogłoszenia niepodległości przez Ukrainę, na warszawskim Placu Zamkowym odbyły się coroczne, wielotysięczne obchody pod hasłem „Niepodległość. Nasza wspólna”. Wśród zaproszonych gości znalazł się także poseł niezrzeszony Marcin Józefaciuk, ale ten jednak, ku zaskoczeniu części komentatorów, odrzucił zaproszenie.

„Publiczne świętowanie niepodległości innego kraju to granica, której przekraczać nie chcę”

Swoją decyzję Józefaciuk wyjaśnił we wpisie na platformie X.

„Dostałem zaproszenie na obchody Dnia Niepodległości Ukrainy na placu Zamkowym. Odmówiłem. Nie kwestionuję prawa Ukraińców do obchodzenia własnego święta. Jednak jako polski poseł nie widzę swojej roli w publicznej manifestacji z okazji niepodległości innego państwa, organizowanej w samym sercu polskiej stolicy”

– napisał.

Poseł zaznaczył przy tym, że nie jest to wyraz niechęci wobec Ukraińców i przypomniał, że w czasie wybuchu wojny osobiście pomagał uchodźcom, przyjmując do prowadzonej przez siebie szkoły setki młodych ludzi z Ukrainy. Podkreślił jednak, że

„jako Polak ma obowiązki wobec Polski”,

a chętniej wziąłby udział w konferencji czy merytorycznej rozmowie o bezpieczeństwie i integracji niż w publicznej manifestacji.

Kto namawiał do udziału

Tegoroczne obchody, organizowane przez inicjatywę Euromaidan Warszawa oraz Fundację Stand With Ukraine, odbyły się pod oficjalnym patronatem prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, a także Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ambasady Ukrainy. Do udziału w wydarzeniu publicznie namawiał między innymi Andrzej Seweryn, dyrektor Teatru Polskiego, który w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych apelował:

„Spotkajmy się tego dnia na Placu Zamkowym o godzinie 18.30, aby wyrazić naszą solidarność z walczącą Ukrainą. Aby pokazać, że Polska wciąż ma tę twarz, która zadziwiła cały świat na początku wojny”

– mówił aktor, kontrastując ją z Polską, jak to ujął, „agresywną, nietolerancyjną, brutalną”.

Co ciekawe, mimo takich apeli tegoroczne obchody mierzyły się z wyraźnie słabnącym zainteresowaniem. Jak wynika z ustaleń medialnych, liczba sponsorów wydarzenia spadła w tym roku do zaledwie dwóch. Spadała też frekwencja: z 25-30 tysięcy uczestników w poprzednich latach do około 17 tysięcy w 2025 roku. Zaproszenia nie przyjął również minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

TVP przerywa program na żywo

Skalę zaangażowania mediów w to wydarzenie pokazuje jeszcze jeden szczegół, który obiegł sieć. TVP Info miało przerwać emitowany na żywo program publicystyczny, by pokazać widzom przemówienie Andrzeja Seweryna prosto z Placu Zamkowego.

A co z polskim świętem 11 listopada?

To właśnie tutaj robi się najciekawiej. Bo choć prezydent Trzaskowski bez wahania obejmuje osobistym patronatem obchody niepodległości Ukrainy, jego relacja z polskim Narodowym Świętem Niepodległości wygląda zupełnie inaczej. W 2024 roku warszawski ratusz odmówił zgody na organizację Marszu Niepodległości, dorocznego wydarzenia, które od lat 11 listopada gromadzi w stolicy dziesiątki tysięcy Polaków. Trzaskowski uzasadniał decyzję względami proceduralnymi i bezpieczeństwem, ale nie krył też, że ma szersze zastrzeżenia co do samej idei:

„Narodowcy nie mogą mieć preferencji”

– mówił, dodając, że sprzeciwia się temu, by marsz miał charakter cykliczny, „automatyczny” wydarzenia co roku. Spór trafił ostatecznie do sądu, a marsz odbył się dopiero po specjalnej interwencji szefa Urzędu ds. Kombatantów, który nadał mu status zgromadzenia organizowanego przez władze publiczne.

Gdy część internautów i polityków prawicy skrytykowała go za entuzjastyczne wspieranie ukraińskich obchodów przy jednoczesnym dystansie do polskiego święta, prezydent stolicy odpowiedział w charakterystycznym dla siebie stylu:

„Prawica najadła się szaleju i od razu atak. W Warszawie to jest coś naturalnego, że nadajemy patronaty tym wszystkim, którzy chcą świętować dla siebie ważne okoliczności”

– stwierdził.

Podwójne standardy w biały dzień?

Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ten kontrast najbardziej rzuca się w oczy. Część komentatorów już wcześniej zwracała uwagę, że wielu tak zwanych „patriotów” znacznie chętniej i głośniej angażuje się w obchody cudzych rocznic niż w promowanie własnych, polskich świąt państwowych. Decyzja Józefaciuka, choć spotkała się z krytyką części opinii publicznej, dla wielu okazała się właśnie punktem wyjścia do zadania pytania: dlaczego zaangażowanie w symbole niepodległości bywa tak selektywne?

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy