Hollywood żegna jednego ze swoich największych. Robert Duvall, aktor o hipnotyzującym spojrzeniu i niezwykłej charyzmie, zmarł w wieku 95 lat. O jego odejściu poinformowała żona, podkreślając, że odszedł spokojnie, w domu, otoczony miłością.
Robert Duvall zmarł w wieku 95 lat. Smutną wiadomość przekazała jego żona, Luciana, w poruszającym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
„Wczoraj pożegnaliśmy mojego ukochanego męża, drogiego przyjaciela i jednego z najwybitniejszych aktorów naszych czasów. Bob odszedł spokojnie w domu, otoczony miłością i troską”
– napisała.
W dalszej części wspomniała nie tylko o jego zawodowych triumfach, ale i o prywatnym obliczu artysty. „Dla świata był laureatem Oscara, reżyserem i gawędziarzem. Dla mnie był po prostu wszystkim” – dodała.
Twarz amerykańskiego kina#
Duvall należał do aktorów, którzy nie potrzebowali nadmiaru gestów. Wystarczało spojrzenie, zawahanie w głosie, milczenie. Studiował aktorstwo w nowojorskim Neighborhood Playhouse, kształcąc się w nurcie metodycznym, który ukształtował całe pokolenie hollywoodzkich gwiazd.
Międzynarodową sławę przyniosła mu rola Toma Hagena w filmie "Ojciec chrzestny" w reżyserii Francisa Forda Coppoli. Jako lojalny, opanowany prawnik rodziny Corleone stworzył postać, która na stałe wpisała się w historię kina.
Publiczność pokochała go również za kreację pułkownika Kilgore’a w "Czas apokalipsy" – z pamiętnym monologiem o zapachu napalmu o poranku. To jedna z tych scen, które żyją własnym życiem, długo po zgaszeniu światła w kinie.
Oscar i sześć nominacji#
Najwyższe branżowe wyróżnienie – Oscara – otrzymał za główną rolę w filmie "Pod czułą kontrolą", gdzie wcielił się w zgorzkniałego piosenkarza country. Łącznie był nominowany do tej nagrody sześciokrotnie.
Krytycy cenili go za umiejętność budowania postaci „od środka”. Nawet gdy grał twardych, milczących mężczyzn, potrafił pokazać ich wewnętrzne pęknięcie. W jego bohaterach zawsze było coś więcej – cień wątpliwości, rysa, która czyniła ich ludzkimi.
Robert Duvall pozostawił po sobie dziesiątki ról i setki scen, które na stałe zapisały się w historii światowego kina. Odszedł spokojnie, ale jego ekranowa obecność jeszcze długo nie zniknie z pamięci widzów.


