Janusz Palikot po opuszczeniu aresztu jest bankrutem. Co więcej, ma do spłacenia gigantyczne długi. Jak ustalił Fakt, obecnie wynoszą one około 224 MILIONÓW ZŁOTYCH! Tymczasem Palikot zbiera pieniążki na zbiórkach i ani myśli iść do pracy. Powód? Wszystkie jego konta bankowe zostały zablokowane, a zatem... po co pracować i próbować spłacić długi?
Janusz Palikot został zatrzymany przez CBA 3 października 2024 roku i przebywał w areszcie do 27 stycznia 2025 roku, kiedy to wpłacił 2 mln złotych poręczenia. To jednak nie koniec kłopotów byłego polityka, bo ten tonie w długach.
Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia postanowieniem z 11 grudnia ogłosił upadłość spółki Manufaktura Piwa Wódki i Wina. Spółka Palikota przyniosła ogromne straty, a nad biznesmenem ciążą zarzuty oszustwa kilku tysięcy osób na kwotę 70 mln zł.
W trwającym postępowaniu upadłościowym lista wierzycieli wciąż rośnie, a jak się okazuje, już dziś długi wobec nich wynoszą ponad 224 miliony złotych!
"Na chwilę obecną mamy zgłoszenia ok. 1400 wierzycieli na łączną kwotę przekraczającą 224 mln zł. Zgłoszenia te są weryfikowane, a czynności te są utrudnione z uwagi na brak pełnej dokumentacji księgowej"
- przyznał w rozmowie z "Faktem" syndyk Leszek Kolczyński.
A biegły, powołany przez syndyka oszacował wartość zorganizowanej części biznesu Palikota na 24 mln. zł.
Tymczasem Palikot na wolności nie zamierza podejmować się pracy zarobkowej. Jak tłumaczy na nagraniu opublikowanym na platformie X, wszystkie jego konta bankowe są zajęte przez komornika, w związku z czym nie widzi sensu podejmowania pracy, dopóki sprawa nie zostanie zakończona.
Internauci jednak nie kupują tłumaczeń byłego polityka i zwracają uwagę na kwotę wolną od zajęcia. Ponadto zastanawiają się, gdzie w takim razie wpływają pieniądze z organizowanych przez Palikota zbiórek.


