Jedno ujęcie z „kiss-cam” na koncercie Coldplay wystarczyło, by życie Kristin Cabot i Andy’ego Byrona rozsypało się na oczach świata. Nagranie z lipca wywołało lawinę komentarzy, ujawniło podwójne życie bohaterów skandalu i zakończyło ich kariery w jednej firmie. Teraz Cabot przerywa milczenie i opowiada o hejcie, groźbach oraz decyzjach, które kosztowały ją pracę i małżeństwo. Przyznaje do błędu, ale ostrzega, jak wysoką cenę potrafi zapłacić ten, kto zostanie publicznie osądzony.
Lipcowy koncert Coldplay, który miał być muzycznym świętem, niespodziewanie stał się początkiem jednego z głośniejszych obyczajowych skandali ostatnich miesięcy. Wszystko przez ujęcie z „kiss-cam”, które uchwyciło Andy’ego Byrona – ówczesnego CEO firmy Astronomer – oraz Kristin Cabot z działu HR tej samej spółki. Gdy para zobaczyła się na wielkim ekranie w objęciach, ich wyraźne zakłopotanie natychmiast przyciągnęło uwagę publiczności i internetu. Szybko wyszło na jaw, że oboje są w związkach małżeńskich.
Konsekwencje okazały się poważne. Zarówno Byron, jak i Cabot stracili swoje stanowiska. Były CEO przygotowuje się do rozwodu, który – jak się mówi – może kosztować go fortunę. Z kolei Cabot złożyła dokumenty rozwodowe po ujawnieniu, że jej mąż również był obecny na tym samym koncercie, tyle że w towarzystwie nowej partnerki. Mężczyzna tłumaczył się później w sieci, że para była w separacji.
Po tygodniach ciszy Kristin Cabot zdecydowała się opowiedzieć swoją wersję wydarzeń w rozmowie z „The New York Times”. Przyznała, że po nagłośnieniu sprawy mierzy się z falą hejtu, a określenia w rodzaju „cudzołożnica” słyszy nie tylko w internecie, ale i na ulicy. Jak twierdzi, docierają do niej nawet groźby śmierci.
„Podjęłam złą decyzję, wypiłam kilka drinków High Noon, tańczyłam i zachowywałam się nieodpowiednio z moim szefem. To nie jest nic. Wzięłam za to odpowiedzialność i zrezygnowałam z kariery. To cena, którą postanowiłam zapłacić”
– powiedziała, dodając po chwili:
„Chcę, żeby moje dzieci wiedziały, że można popełniać błędy i naprawdę coś schrzanić. Ale to nie znaczy, że należy grozić im śmiercią”.
Cabot ujawniła również kulisy relacji z Byronem. Jak twierdzi, ich kontakt zacieśnił się, gdy zwierzyła się przełożonemu z kryzysu w swoim małżeństwie. On miał odpowiedzieć, że przechodzi przez podobne doświadczenia. Z czasem rozmowy stawały się coraz częstsze, a Kristin przyznała, że pojawiły się „silne emocje”, choć – jak podkreśla – nie przekroczyli granicy.
W innym fragmencie wywiadu opisała wieczór poprzedzający koncert. Wraz z przyjaciółmi wybrała się na kolację, a Andy Byron towarzyszył jej jako osoba zaproszona.
„Chciałam założyć ładny strój, wyjść potańczyć, pośmiać się i świetnie się bawić. I tak właśnie było”
– stwierdziła.
Po feralnym ujęciu z „kiss-cam” oboje mieli udać się jeszcze do baru, próbując zrozumieć, co się właśnie wydarzyło.
„Oboje po prostu siedzieliśmy z głowami w dłoniach, myśląc: ‘Co się stało?’”
– relacjonowała.
Kristin Cabot przyznała także, że przez całe lato utrzymywała kontakt z Byronem. Wymieniali się informacjami na temat firmy i spraw rodzinnych. Dziś – jak zapewnia – rozmawiają już tylko sporadycznie.
Jej wyznanie pokazuje, że krótki moment uchwycony przez kamerę potrafi wywrócić życie do góry nogami. I choć sama Cabot nie ucieka od odpowiedzialności, podkreśla jedno: publiczny osąd bywa znacznie surowszy niż jakakolwiek decyzja zawodowa czy prywatna.


