Pamiętam doskonale, przecież to było dopiero co: oszalałe z nienawiści hordy feministek spod znaku pioruna wydzierające się, aż im płuca wychodziły na wierzch i musiały rękoma pospiesznie chować je do buzi, żeby darcie mogło być kontynuowane, aż im kulki gałek ocznych zwisały przy nosach, a wścieklizna ze światłowstrętem kazała wdzierać się do kościołów jeden mając cel w jednobitowych mózgach: walkę o prawa kobiet! Walkę o prawa kobiet! Walkę o prawa kobiet! Walkę o prawa kobiet! Walkę!
Akurat prawo do mordowania nienarodzonych dzieci nie jest żadnym prawem kobiet, ale nie będę tu tego jednobitowym mózgom tłumaczyć, szkoda klawiatury. Pytanie natomiast mam inne i proste: Gdzie jesteście teraz „ślachetne” feministyczne wydrzytwarze? Wy niby obrończynie kobiet. Gdzie?
Kobieta umarła przy porodzie, bo nie było lekarza, ginekologa nie było w szpitalu. Tuskiem namaszczona minister zdrowia chce zamknąć co trzeci szpital w Polsce, a rządzący mają pomysł, żeby kobiety rodziły na SOR-ach, czyli tam, gdzie lekarze opatrują rozbity butelką łeb pijaka, przyjmują złamania dziecięce oraz nagłe, nieprzewidziane przypadki. Łbem pijaka rzadko zajmuje się ginekolog położnik, raczej na SOR-ze nie przeprowadzi się koniecznego cesarskiego cięcia czy porodu kleszczowego, bo ani sprzętu, ani kompetencji. Więc kobiety będą umierać, a przed śmiercią będą się bać. To jest naruszanie praw kobiet, dlaczego więc nie drzecie feministki swoich otworów gębowych? Dlaczego nie protestujcie? Dlaczego nie ma was z piorunami pod Sejmem? Dlaczego?
Bo wy, lewackie feministki po prostu uprawicie politykę na prostacko, a prawa kobiet macie w tych no, w męskich macicach i nigdy, ale to nigdy nie chodziło wam o kobiety? Tak? No to mamy przynajmniej jasność…


