Sejmowa debata zamieniła się w medialną burzę. Janusz Cieszyński opublikował w sieci mocny wpis, w którym zarzuca jednej z posłanek wykorzystywanie zwierzęcia do politycznego spektaklu. Według relacji polityka, obecny na sali obrad pies miał być wyraźnie zestresowany, a mimo to trafił przed kamery. Sprawa wywołała emocje, bo uderza w temat, którym politycy chętnie się szczycą – deklarowaną miłość do zwierząt.
Janusz Cieszyński w ostrych słowach skomentował wystąpienie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Jak napisał w mediach społecznościowych, podczas gdy poseł prowadziła polityczną propagandę, obok niej znajdował się wyraźnie zestresowany pies.
„Obok trząsł się ze stresu piesek, którego przyprowadziła jako żywy rekwizyt”
– stwierdził Cieszyński. Na tym jednak nie koniec. Polityk zwrócił uwagę, że zwierzę zostało następnie zabrane przed kamery, co tylko pogłębiło jego strach.
Wpis kończy się gorzką puentą, która uderza w hipokryzję klasy politycznej. Cieszyński zarzucił, że politycy chętnie „wycierają sobie buzie miłością do zwierząt”, ale w praktyce ważniejsze okazują się dla nich własne wystąpienia i obecność w mediach.
Wpis wywołał duże poruszenie w sieci i ponownie rozpalił dyskusję o granicach wykorzystywania emocji – i zwierząt – w politycznym przekazie. Cóż... W Sejmie znów nie chodziło wyłącznie o argumenty, ale o obrazki, które szybko obiegły media.


