„Witaj, Wituś. 22 października o 23:51 siłami natury do wody w Londynie - domu narodzin szpitala św. Zofii przyszedł na świat nasz synek Witold Aleksander Meyer” – taki wpis zamieściła kilka dni temu Kamila Kamińska na swoim profilu w Internecie. Gwiazda serialu „Barwy szczęścia”została mamą po raz drugi, prócz synka ma także 4-letnią córeczkę Jaśminy. Wpis aktorka opatrzyła serią zdjęć z nowonarodzonym maluchem i jego tatą, aktorem Michałem Meyerem.
Pod postem posypała się fala komentarzy gratulującej aktorskiej parze synka. Ale nie zabrakło i tych krytycznych. Od zwykłych ludzi. A wszystko przez jedno ze zdjęć z porodu. Widzimy na nim aktorkę zanurzoną w wannie z synkiem, a poniżej zwisającą pępowinę. Zdjęcie najwyraźniej zostało wykonane jeszcze przed odcięciem pępowiny. Wielu internautów uznało zdjęcie za zbyt intymne jak na forum publiczne.
„Powinniście je zachować dla siebie”
– piszą.

Sprawa jest o tyle zdumiewająca, że aktorka do tej pory uchodziła za gwiazdę skupioną na pracy i unikającą epatowania życiem prywatnym.
Wszystko na sprzedaż?
Swoją karierę Kamila Kamińska zaczynała od teatru, a szerokiej publiczności dała się poznać, gdy 6 lat temu z sukcesem zagrała siostrę Faustynę Kowalską w filmie „Miłość i miłosierdzie”.

Swój wpis dotyczący narodzin synka aktorka opatrzyła długimi podziękowaniami: położnym, lekarzom, i prowadzącym szkołę rodzenia a także fotografce, specjalizującej się w sesjach zdjęciowych z momentu porodu.
Pewnie stąd tak duża otwartość Kamili w relacjonowaniu tej niezwykle intymnej rodzinnej chwili. W końcu gwiazdy bardzo często dostają coś w tzw. barterze: nie muszą płacić za usługi w zamian za reklamę na swoim profilu.


