Justyna Kowalczyk w najnowszym wywiadzie wróciła do najtrudniejszego momentu swojego życia. Po raz pierwszy od miesięcy tak szczerze opowiedziała o żałobie po mężu, Kacprze Tekielim, który zginął w Alpach podczas zejścia z Jungfrau. Jej słowa poruszają.
„Mam bardzo dużo pokory. Byłoby niepokorne myśleć, że mnie to ominie”#
Kowalczyk mówiła spokojnie, ale z ogromną świadomością ryzyka, które zawsze towarzyszyło pasji jej męża.

W wywiadzie padły słowa:
„Nie mam żalu do losu. Mam w sobie bardzo dużo pokory, którą budowałam przez całe życie.”
„Byłoby niepokorne myśleć, że mnie to musi ominąć, zwłaszcza w profesji, którą uprawiał mój mąż.”
To jedno z najmocniejszych wyznań Justyny od czasu tragedii.
„Wciąż wiele osób do mnie pisze”. Ogromne wsparcie po tragedii#
Kowalczyk przyznała, że po śmierci męża otrzymała setki wiadomości od ludzi, którzy również stracili bliskich:
„Po wypadku do tej pory wciąż wiele osób do mnie pisze. Kobiet, mężczyzn, którzy w różnych okolicznościach stanęli przed podobnym wyzwaniem.”
To właśnie te historie, jak podkreśla, pomogły jej zrozumieć, że choć jej ból jest ogromny, nie jest w nim sama.
Najważniejszy jest syn: „Potrzebuje wesołej mamy”#
W rozmowie Justyna podkreśliła, że dziś jej priorytetem jest mały Hugo.
To on daje jej siłę, by iść dalej:
„Życie toczy się dalej. Mam małego synka, który potrzebuje uśmiechu, szczęścia, wesołej mamy.”

O górach i ryzyku: „Czemu one winne?”#
Mimo tragedii Justyna nie obwinia gór. Nie odwróciła się od nich, choć, jak mówi, zmieniła podejście:
„Góry niewiele zawiniły. Już nie będę robić takich rzeczy, które robiłam z mężem.”
Justyna Kowalczyk to jedna z największych legend polskiego sportu — dwukrotna mistrzyni olimpijska, wielokrotna medalistka mistrzostw świata i jedna z najbardziej utytułowanych biegaczek narciarskich w historii. Jej kariera to symbol siły, determinacji i walki z przeciwnościami.
W maju 2023 roku jej mąż, himalaista i przewodnik górski Kacper Tekieli, zginął w Alpach podczas zejścia z Jungfrau. W trakcie realizacji projektu zdobycia wszystkich alpejskich czterotysięczników został porwany przez lawinę. Miał 38 lat.
Tragedia wydarzyła się zaledwie rok po narodzinach ich syna, Huga.


