Jeszcze niedawno wracały z rozmachem, dziś znikają szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. W Telewizji Polskiej w likwidacji mnożą się decyzje, które trudno uznać za przypadek. „Koło Fortuny” znika z anteny wcześniej, a widzowie zaczynają zadawać niewygodne pytania o kondycję całej stacji.
„Koło Fortuny” przez dekady było jednym z tych programów, które w ramówce TVP trwały mimo zmieniających się trendów, władz i gustów publiczności. Emitowany z przerwami od lat 90., przechodził różne etapy — od złotej ery, przez momenty zapomnienia, aż po kolejne próby reaktywacji.
W ostatnich latach format znów złapał wiatr w żagle. Najpierw za sprawą Rafała Brzozowskiego i Norbiego, później już w nowej odsłonie, z Błażejem Stencelem i Agnieszką Dziekan. Widzowie zdążyli przyzwyczaić się do tej wersji, a stacja — przynajmniej na pierwszy rzut oka — postawiła na stabilizację. I właśnie wtedy pojawił się zgrzyt.
Choć jeszcze w lutym nie było pewności, czy program wróci na antenę, szybko potwierdzono nowy sezon, który wystartował na początku marca. Tempo było obiecujące, emisja regularna — od poniedziałku do piątku i w weekendy. Wszystko wyglądało jak dobrze znany, bezpieczny schemat. Do czasu.
Jak poinformowały Wirtualne Media, emisja nowych odcinków zakończy się już 30 kwietnia. To wyraźnie wcześniej niż w poprzednim sezonie, który trwał niemal do drugiej połowy maja. Różnica kilkunastu dni w telewizyjnej ramówce to nie detal — to sygnał.
Oficjalnie nie podano powodów skrócenia serii. Nie wiadomo, czy chodzi o budżet, oglądalność, czy zmianę strategii. Faktem jest, że widzowie dostali mniej odcinków, niż mogli się spodziewać.
Program nie znika całkowicie — w jego miejsce pojawią się powtórki. Nowe odcinki wrócą dopiero jesienią, a nagrania do kolejnej serii mają ruszyć w połowie sierpnia i potrwać kilka miesięcy. To jednak bardziej obietnica na przyszłość niż odpowiedź na obecne wątpliwości. Bo „Koło Fortuny” nie jest tu wyjątkiem.
Podobny scenariusz dotyczy także „Familiady”. Teleturniej prowadzony przez Karola Strasburgera również zmierza ku przerwie — ostatnie odcinki przed wakacjami mają zostać wyemitowane 17 maja. Choć w tym przypadku sezon potrwa nieco dłużej, mechanizm wydaje się znajomy: stopniowe wygaszanie emocji, zanim widz zdąży się nimi naprawdę nacieszyć.
W oficjalnych komunikatach dominuje optymizm i zachęty do oglądania „końcówki sezonu”. W praktyce jednak coraz wyraźniej widać, że ramówka neo-TVP zaczyna się kurczyć w miejscach, które jeszcze niedawno uchodziły za jej filary.
I choć pojedyncze decyzje można tłumaczyć sezonowością, to ich nagromadzenie zaczyna tworzyć inną narrację — mniej komfortową dla stacji.
Telewizja, która przez lata opierała się na sprawdzonych formatach, dziś zdaje się testować cierpliwość widzów. A ci, jak wiadomo, potrafią szybko zmienić przyzwyczajenia — zwłaszcza gdy ulubione programy znikają szybciej, niż zdążą się na dobre rozkręcić.


