Na międzynarodowej platformie aukcyjnej Catawiki pojawił się rzadki, odręczny list Adama Mickiewicza, a licytacja robi się coraz bardziej zacięta, z udziałem licznych polskich kolekcjonerów. Czy Ministerstwo Kultury bierze w niej udział?
Co dokładnie jest do wylicytowania#
Przedmiotem aukcji (numer 104903427) jest dwustronicowy, odręczny list Adama Mickiewicza napisany w języku polskim, datowany przez ekspertów na lata 1840–1853. List, o wymiarach 20,5 na 13,3 cm. W treści poeta wspomina o Wincentym Polu oraz o malarzu i poecie Boguszu Stęczyńskim, a także żali się na spór finansowy związany z niejakim panem Jatyńskim, którego oskarża o sfałszowanie zapisu na dokumencie finansowym. List trafił do sprzedaży za pośrednictwem sprzedawcy działającego z Niemiec.

Wyjściowa estymacja wyceniała rękopis na zaledwie 230–280 euro, czyli kwotę, którą licytacja przebiła już wielokrotnie.
Polacy mocno zaangażowani w licytację#
Historia ofert pokazuje, że o rękopis walczy przede wszystkim kilku licytujących z Polski. W ciągu kilkunastu godzin cena wzrosła lawinowo: od 1201 euro, aż po gwałtowny skok do 3680, 5000, 5500 i wreszcie 6500 euro.
Przeliczając po dzisiejszym kursie (ok. 4,29 zł za euro), daje to sumę rzędu 27,9 tysiąca złotych za jeden odręczny list sprzed prawie dwustu lat.

Wyścig z czasem#
W momencie sprawdzania aukcji do jej zakończenia zostawało niecałe 8 godzin, a dynamika ostatnich podbić sugeruje, że o wynik tej licytacji można się będzie przekonać dosłownie w ostatnich minutach. Pytanie, czy rękopis trafi w ręce polskiego kolekcjonera, czy popłynie za granicę.
Skąd rękopis wziął się w Niemczech?#
To pytanie, które nasuwa się samo. Sprzedawca działa z Niemiec, a opis aukcji nie precyzuje pełnej historii własności listu sprzed obecnej oferty. Nie wiadomo więc, czy trafił tam w wyniku zwykłego, wielopokoleniowego obrotu kolekcjonerskiego (co w przypadku listów Mickiewicza, krążących po rynku antykwarycznym od XIX wieku, jest całkiem możliwe), czy jego droga do zachodnioeuropejskiej kolekcji była mniej oczywista.
Warto przy tej okazji przypomnieć skalę strat, jakie polska kultura poniosła w wyniku II wojny światowej: z polskich zbiorów zniknęło wówczas ponad 516 tysięcy dzieł sztuki, w tym aż 75 tysięcy rękopisów. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego prowadzi od lat 90. bazę strat wojennych (dzielautracone.gov.pl), liczącą dziś ok. 66 tysięcy opisanych obiektów, a jego Departament Restytucji Dóbr Kultury na bieżąco monitoruje zagraniczne domy aukcyjne w poszukiwaniu polskich strat.

Czy ktoś z ministerstwa zerknął na tę konkretną aukcję i sprawdził pochodzenie listu, zanim młotek spadnie po raz ostatni? Tego nie wiemy. Ale skoro rękopisy narodowego wieszcza tak rzadko trafiają na rynek, a resort deklaruje stałe śledzenie takich ofert, to pytanie samo się narzuca.


