Film "Dom Dobry" wszedł do polskich kin 7 listopada 2025 roku i od razu wywołał poruszenie, jakiego dawno nie było. Po premierze gwałtownie wzrosła liczba zgłoszeń od osób doświadczających przemocy domowej – jedna z fundacji odnotowała aż 223 proc. więcej kontaktów niż miesiąc wcześniej.
„Wysłuchałem, wyczytałem, ukradłem”#
O kulisach powstawania filmu opowiedział niedawno Wojciech Smarzowski podczas spotkania z widzami po seansie w warszawskim Iluzjon. Reżyser nie ukrywał, że impuls do stworzenia „Domu Dobrego” był głęboko osobisty i wynikał z obserwacji rzeczywistości.
– Wiedziałem, że chcę zrobić film kameralny, w czterech ścianach. W czasie pandemii wzrosła przemoc domowa, więc chciałem poruszyć ten temat
– mówił.
– Czytałem książki, spotykałem się z osobami, które tej przemocy doświadczyły. Nic w tym filmie nie wymyśliłem. Wysłuchałem, wyczytałem, ukradłem
– dodał bez ogródek.
Te słowa wyjaśniają, dlaczego „Dom Dobry” tak mocno uderza w widzów. To nie fikcja podszyta wyobraźnią, ale zlepek prawdziwych historii, emocji i doświadczeń, które przez lata pozostawały za zamkniętymi drzwiami.
Aktorka jako głos tych, którzy milczeli#
Po premierze szczególną rolę zaczęła odgrywać także Agata Turkot, odtwórczyni jednej z głównych ról. Jak sama przyznała, film sprawił, że wiele osób zaczęło traktować ją nie tylko jak aktorkę, ale jak symbol i punkt odniesienia.
– Wyciągnęliśmy ten temat na światło dzienne. Dla części widzów stałam się reprezentantką tego problemu. Rozmowa ze mną stała się oczyszczająca i wyzwalająca
– podkreśliła.
To właśnie ten wątek osobisty – przeniesienie filmowej historii do realnego życia – sprawił, że „Dom Dobry” zaczął funkcjonować także poza salą kinową. Dla niektórych widzów seans stał się impulsem do pierwszego telefonu po pomoc, do przerwania milczenia, do nazwania tego, co przez lata było wypierane.
„Dom Dobry” nie daje łatwych odpowiedzi ani ukojenia. Ale – jak pokazują liczby i reakcje – potrafi zrobić coś znacznie ważniejszego: sprawić, że ktoś poczuje, że nie jest sam.


