May 26, 2026 3:27 PM
Updated May 26, 2026 3:34 PM

Filip Chajzer znów przyciągnął uwagę internautów — tym razem historią o spontanicznym locie do Zielonej Góry. Prezenter przyznał, że poleciał tam tylko po to, by na żywo zobaczyć narożnik zamówiony wcześniej przez internet. W sieci szybko pojawiły się pytania: czy to jeszcze prywatna anegdota, czy już wyjątkowo sprytna forma reklamy?

Filip Chajzer od lat doskonale wie, jak przyciągnąć uwagę internetu. Tym razem wszystko zaczęło się od wpisu opublikowanego w mediach społecznościowych. Historia była prosta, wręcz zaskakująco codzienna — przynajmniej do momentu, gdy internauci zaczęli czytać ją drugi raz.

„Poleciałem do Zielonej Góry. Dosłownie na jeden dzień. Zobaczyć czy narożnik, który wybrałem w necie jest fajny. No i się zakochałem w tym regionie”

— wyznał Chajzer.

I właściwie tyle wystarczyło, by w komentarzach rozpętała się dyskusja. Jedni uznali całą historię za zabawną i bardzo „w stylu Filipa”, inni zaczęli zastanawiać się, czy za niewinną opowieścią nie kryje się coś więcej. Bo przecież pada nazwa marki, marka jest wymieniona i w filmie, i w poście, a wpis wydaje się mieć charakter reklamowy. Tyle że oznaczony jako reklama nie jest.

Temat kryptoreklamy wraca dziś w mediach społecznościowych regularnie. Granica między prywatnym poleceniem a współpracą komercyjną robi się coraz bardziej płynna — zwłaszcza gdy chodzi o influencerów i osoby medialne, które potrafią zamienić codzienną historię w viralowy content.

Internautów zadziwił sam punkt wyjścia całej historii. Lot samolotem tylko po to, by sprawdzić narożnik?

Przy okazji Zielona Góra dostała od prezentera całkiem nieoczekiwany marketingowy bonus. Chajzer przyznał bowiem, że „zakochał się w regionie”.

Zobaczcie:

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy