Afera w Szpitalu Południowym właśnie weszła na zupełnie inny poziom. Obok skandalu z Dawidem Kacprzykiem i milionowymi zarobkami na SOR, z podziemi tej samej placówki wychodzi historia, która jest po prostu nie do pojęcia. Szef prosektorium handlował ciałami, wymuszał łapówki od rodzin w żałobie i mścił się na tych, którzy nie chcieli płacić. Jeden z dowodów tej zemsty jest tak szokujący, że trudno to opisać, bo to zwykłemu człowiekowi po prostu nie mieści się w głowie.
Karta zgonu jako narzędzie szantażu#
W normalnej procedurze szpitalnej karta zgonu zostaje na oddziale, na którym zmarł pacjent i stamtąd też trafia do rodziny. W Szpitalu Południowym sprawa wyglądała jednak inaczej.
„Cały szpital miał przykaz, żeby karty zgonu oddawać jemu”
— mówi jeden z byłych pracowników placówki. Tym „jemu” był Artur Habowski, koordynator prosektorium, który dzięki temu prostemu mechanizmowi przejął kontrolę nad każdą rodziną w żałobie, która trafiała do szpitala.
Karta zgonu była przepustką do wszystkiego, ponieważ bez niej nie można odebrać ciała zmarłego, nie można zorganizować pogrzebu, nie można wezwać zakładu pogrzebowego, nie można w ogóle ruszyć naprzód z pochówkiem. Habowski przejmując karty zgonów, uzyskał monopol na kontakt z rodzinami.

Cennik, którego nie ma w żadnym regulaminie#
Sto złotych musiała zapłacić rodzina, zwracając się do szpitala z prośbą o wydanie ciała. Pięćset złotych za ubranie i umalowanie zmarłego, tysiąc za balsamację, a od tysiąca pięciuset za „polecenie” rodzinie zakładu pogrzebowego.

Wszystko odbywało się bez faktur, bez paragonów, do prywatnej kieszeni. Tylko w ciągu dwóch miesięcy zeszłego roku w prosektorium zostało ubranych ponad osiemdziesiąt ciał. Oznacza to, przy najniższej stawce, że Habowski z samego tego tytułu nielegalnie zarobił ponad osiemdziesiąt tysięcy złotych.
Firmy pogrzebowe, które odmawiały współpracy, stawały się jego wrogami. Koordynator mścił się na nich, zmuszając karawany i rodziny do wielogodzinnego oczekiwania na zwłoki lub przesuwając odbiory na kolejny dzień.
„Otwieramy worek — siki”#
I tu zaczyna się część, której nie da się przeczytać bez wstrzymania oddechu. Gdy jedna z rodzin uparła się i wybrała zakład pogrzebowy niezwiązany z Habowskim, pracownicy tego zakładu odebrali ciało i otworzyli worek. To, co zobaczyli, przekroczyło wszelkie granice.
„Klientka się uparła i zabraliśmy ciało z prosektorium w Południowym. Otwieramy worek — siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Jak mi moi pracownicy o tym powiedzieli, zadzwoniłem do niego, a on do mnie: Wy robicie usługi, to sobie umyjcie”
— relacjonuje przedstawiciel zakładu pogrzebowego.
Zdjęcia ciał na Instagramie i prosektorium jako plan filmowy#
Habowski prowadził profil „balsamista eu”, na którym publikował zdjęcia zwłok i kursów z pielęgnacji ciał po śmierci, prawdopodobnie ze Szpitala Południowego. Prokuratura, do której trafiło zawiadomienie w tej sprawie, odmówiła wszczęcia postępowania, uznając że publikacje miały na celu popularyzację wiedzy o tanatologii, przyczynach śmierci i skutkach urazów.
Innymi słowy, zdjęcia rozczłonkowanych i poparzonych ciał na publicznym profilu w mediach społecznościowych prokuratura uznała za działalność edukacyjną.
Do tego prosektorium miało być wynajmowane jako plan filmowy. Na miejscu instalowano podsłuchy, choć prokuratura umorzyła i tę sprawę, ustalając, że urządzenie nie nagrało żadnych rozmów.
Skarga była. Efektu nie było#
Działania Artura Habowskiego stały się przedmiotem skargi, która trafiła do szpitalnego związku zawodowego, a stamtąd do dyrekcji, ale nie przyniosła jednak skutków.

Żeby było jasne: skargi wpływały, dyrekcja wiedziała, a Habowski dalej pracował. Proceder miał rozwijać się pod parasolem ochronnym byłego kierownictwa placówki. Eksperci medyczni nie mają wątpliwości, jak to oceniać. Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego, mówi wprost: to jest handel zwłokami.
Sprytny ruch Habowskiego#
Gdy zaczęła się palić ziemia, Habowski zrobił coś, co znajomo brzmi w kontekście całej afery Szpitala Południowego. Zawiadomienie do prokuratury złożył sam Habowski, twierdząc, że ktoś ukradł mu pieczątkę i wystawiał nieprawdziwe dokumenty. Rozmówcy Onetu nie mają wątpliwości: to klasyczna ucieczka do przodu i próba zrzucenia winy na podwładnych.
Afera w aferze#
Eksperci medyczni porównują sprawę bezpośrednio do słynnej łódzkiej afery „łowców skór”, jednego z największych skandali medyczno-kryminalnych w historii Polski, w którym lekarze pobierali bez zgody rodzin narządy i tkanki od zmarłych.
Szpital Południowy miał być nowoczesną wizytówką Warszawy. Tymczasem w jego podziemiach latami działało prywatne królestwo, w którym śmierć bliskiego człowieka była towarem.


