Myśli samobójcze, paraliżujący stres, nocne telefony z pracy, pozwy sądowe o mobbing. Tak, według blisko dwudziestu pracowników, wygląda codzienność w instytucji powołanej do ochrony dzieci.
Z ustaleń TVN24 wynika, że w Biurze Rzecznika Praw Dziecka panowały warunki, które wielu pracowników określa jako skrajnie obciążające. Blisko dwadzieścia osób, a więc prawnicy, psycholodzy, pedagodzy i byli urzędnicy opowiedziało dziennikarkom o atmosferze ciągłego stresu, nocnych wiadomościach służbowych, poczuciu kontroli i przeciążeniu obowiązkami. Część z nich mówiła o rozstroju zdrowia, bezsenności, a nawet myślach samobójczych.

Wszystko zaczęło się od jednego pozwu. Łukasz Korzeniowski, młody prawnik, którego do pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka osobiście zrekrutowała Monika Horna-Cieślak, złożył do sądu pracy pozew przeciwko Skarbowi Państwa. Żąda zadośćuczynienia i przeprosin za mobbing, jakiego miał doświadczać w miejscu zatrudnienia. Twierdzi, że warunki pracy doprowadziły go do epizodów depresyjnych, napadów lękowych i poważnego zdrowotnego załamania, które zostały udokumentowanego przez lekarzy.
Kiedy informacja o pozwie rozeszła się po biurze, do dziennikarek TVN24 zaczęły zgłaszać się kolejne osoby. Ostatecznie z reporterkami rozmawiało blisko 20 byłych i obecnych pracowników, a więc prawnicy, psycholodzy, nauczyciele szkolni i akademiccy, byli pracownicy domów dziecka i kuratoriów. Połowę z nich zatrudniła sama Horna-Cieślak.

Pracownicy opisywali, że nawet najprostsze pisma musiały przechodzić przez biurko rzeczniczki Moniki Horny‑Cieślak, co, jak relacjonowali, prowadziło do paraliżu decyzyjnego i nadgodzin. Mówili też o nocnych analizach, pracy w weekendy i święta oraz o współpracownicy, która miała przysłuchiwać się rozmowom pod drzwiami. Wielu z nich przedstawiło zwolnienia lekarskie i dokumentację medyczną potwierdzającą problemy zdrowotne.
Horna‑Cieślak zaprzecza wszystkim zarzutom. Twierdzi, że wprowadzała nowe standardy pracy, a część procedur została już uproszczona. Podkreśla, że jej kadencję pozytywnie oceniają kontrole NIK, a pracownicy otrzymywali dodatki za nadgodziny. Jednocześnie w biurze toczy się wewnętrzna procedura antymobbingowa — skierowana nie wobec kierownictwa, lecz wobec… Korzeniowskiego.
Sprawa wywołała polityczne reperkusje. Posłanka Monika Rosa zapowiedziała zwołanie połączonych komisji sejmowych, które mają wyjaśnić, jak funkcjonuje instytucja odpowiedzialna za ochronę praw dzieci i jak traktowała własnych pracowników.


