Sep 2, 2026 5:35 AM

Drama wokół nowego „Nigdy w życiu!” właśnie weszła na zupełnie inny poziom. Po tym, jak Joanna Jabłczyńska opublikowała wulgarny przekaz skierowany do produkcji filmu, głos zabrała Dorota Szelągowska, córka Katarzyny Grocholi i zrobiła to w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Za to też jej się oberwało.

Od żalu do jawnej wojny

Przypomnijmy: cała sprawa zaczęła się od tego, że Joanna Jabłczyńska, znana z roli Tosi w kultowym filmie z 2004 roku, nie wróciła do tej postaci w nowej ekranizacji prozy Katarzyny Grocholi. Aktorka nie kryła rozgoryczenia, twierdząc, że do ostatniej chwili była przekonana o swoim udziale. Producentka odpowiadała, że Jabłczyńska po prostu przegrała casting razem z czterema innymi kandydatkami. Do sprawy włączyła się też sama Grochola, która oskarżyła aktorkę o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i zapowiedziała kroki prawne, by po fali krytyki po cichu usunąć swoje oświadczenie.

Napięcie sięgnęło zenitu, gdy Jabłczyńska opublikowała na Instagramie nagranie, na którym pokazała kurtkę z bardzo dosadnym, wulgarnym przekazem pod adresem produkcji filmu. To właśnie ten gest najwyraźniej przelał czarę goryczy.

„Patrzę na ciebie i niepokoi mnie to”

W swojej relacji Dorota Szelągowska, córka Katarzyny Grocholi i pierwowzór postaci Tosi, nagrała spokojne z pozoru, ale bardzo mocne w treści nagranie. Zaznaczyła na wstępie, że wie, iż nie jest to mądre posunięcie, by się w całą sprawę mieszać, ale nie potrafiła już dłużej milczeć.

Zwracając się bezpośrednio do adresatki, mówiła o niepokoju, jaki w niej budzi to, co obserwuje i wprost przyznała, że zastanawia się, jak ktoś może być tak „złym człowiekiem”. W dalszej części nagrania mówiła o kimś, kto nie potrafi powiedzieć „stop” i kto swoim zachowaniem doprowadził wielu ludzi do bardzo złego stanu psychicznego. Przyznała przy tym, że rozumie, iż drugiej stronie może być przykro, ale zaznaczyła, że nie trzeba niszczyć czyjejś pracy ani reputacji, bo ludzie na to po prostu nie zasługują. Na koniec dodała, z wyraźnym żalem w głosie, że patrzy na rozmówczynię i widzi u niej niebywałą satysfakcję z całej sytuacji, jakby sprawiało jej to prawdziwą przyjemność.

Internet nie kupuje tej narracji

Nagranie w kilka godzin zebrało przede wszystkim lawinę komentarzy i, wbrew temu, czego mogła się spodziewać Szelągowska, zdecydowana większość nie stanęła po jej stronie, znów popierając stronę Jabłczyńskiej.

Internauci punktowali przede wszystkim rozdźwięk między deklarowanymi intencjami a tonem wypowiedzi: zwracali uwagę, że choć Szelągowska zaznaczyła na wstępie, iż staje w obronie rodziny, to przez większość nagrania w praktyce atakowała Jabłczyńską, nazywając ją przy tym „bardzo złym człowiekiem”. Padały porównania do mechanizmów przemocowych i pytania, dlaczego Szelągowska nie potrafiła w trakcie nagrania spojrzeć prosto w kamerę.

Sporo emocji wzbudziła też sama kwestia castingu. Część internautów dopytywała złośliwie, czy na „casting” do kontynuacji zapraszano również aktorów wracających do swoich ról, takich jak Danuta Stenka czy Artur Żmijewski - sugerując, że cała procedura mogła być jedynie formalnością mającą uzasadnić wcześniej podjętą decyzję o zastąpieniu Jabłczyńskiej inną aktorką.

Nie zabrakło też głosów, że cała sytuacja jest po prostu smutna dla wszystkich stron i że gdyby produkcja od początku jasno i przejrzyście wytłumaczyła kulisy obsady, nigdy nie doszłoby do eskalacji, która teraz dzieli fanów kultowego filmu na dwa obozy.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy