Gdy w internetowej dyskusji padła sugestia, że matka rocznego dziecka Elona Muska mogłaby dopuścić nawet do „procesu tranzycji”, miliarder zareagował natychmiast i bez cienia wahania. Zapowiedział walkę o pełne prawa rodzicielskie, jasno stawiając granicę wobec ideologicznych eksperymentów na niemowlęciu. Co z tego wyszyło?
W sporze Elona Muska z matką jego trzynastego dziecka role coraz wyraźniej się klarują. Elon Musk – konsekwentny, chłodny i reagujący wtedy, gdy sprawa dotyczy bezpieczeństwa dziecka. Po drugiej stronie Ashley St. Clair, która jeszcze niedawno zasłynęła ostrymi, ideologicznymi wpisami, a dziś nagle ogłasza publiczne „przeprosiny” i zapewnia o swojej przemianie.
Problem w tym, że ta metamorfoza wygląda na spóźnioną i wygodną. St. Clair przez długi czas nie miała problemu z radykalnymi komentarzami, a gdy konflikt z Muskiem nabrał tempa, nagle postanowiła uderzyć w ton skruchy.
W emocjonalnym wpisie napisała:
„Czuję się winna, że przyłożyłam do tego rękę. Mam tym większe poczucie winy za to, co mówiłam w przeszłości, że mogłam tym sprawić wiele bólu siostrze mojego syna. Robiłam, co mogłam, żeby się doedukować i pomagać tym osobom, które niegdyś skrzywdziłam. Będzie z tego prawicowa drama, ale tak, przepraszam. Dajcie mi znać, jak mogę pomóc”.
Dla wielu obserwatorów to jednak nie dowód refleksji, lecz klasyczne gaszenie wizerunkowego pożaru. Zwłaszcza że jeszcze chwilę wcześniej St. Clair była jedną z tych osób, które z dumą prezentowały twardą, bezkompromisową narrację.
Musk nie dał się wciągnąć w medialne emocje. Gdy w sieci pojawiła się sugestia, że matka jego dziecka mogłaby podejmować skrajne decyzje dotyczące przyszłości chłopca, odpowiedział wprost i bez owijania w bawełnę:
„Idę do sądu po pełne prawa rodzicielskie, biorąc pod uwagę sugestię, jakoby mogła pozwolić rocznemu chłopcu na proces tranzycji”.
Przypomnijmy: Musk od lat powtarza, że dzieci należy chronić przed ideologicznymi eksperymentami i decyzjami, których nie są w stanie zrozumieć.


