May 20, 2026 7:53 PM

Wystarczyło kilka zdań Olgi Tokarczuk o korzystaniu ze sztucznej inteligencji, by internet eksplodował. Noblistka przyznała, że używa AI podczas pracy nad tekstami, a jej słowa błyskawicznie obiegły media społecznościowe. Głos zabrał też Szczepan Twardoch. I trudno powiedzieć, by był zachwycony nową literacką modą.

Olga Tokarczuk podczas konferencji Impact’26 w Poznaniu przyznała, że korzysta z narzędzi sztucznej inteligencji przy pracy twórczej. Sama opowiadała o tym swobodnie i bez większych oporów, traktując AI bardziej jako kreatywnego pomocnika niż zagrożenie dla literatury.

„Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: »Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?«. (...) W płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach”

— wyjaśniła noblistka.

To wystarczyło, by w sieci rozpętała się dyskusja o granicach twórczości, autentyczności i roli AI w kulturze. Jedni uznali wypowiedź Tokarczuk za naturalny znak czasów, inni zaczęli pytać, czy literatura wspierana algorytmami nadal pozostaje w pełni „ludzka”.

Do sprawy odniósł się także Szczepan Twardoch, który najwyraźniej nie zamierza dołączać do technologicznego entuzjazmu. Autor „Króla” i „Morfiny” opublikował w mediach społecznościowych obszerny komentarz, w którym stanowczo odciął się od korzystania z AI podczas pisania.

„Moje powieści, opowiadania, eseje, publicystykę i również ten tekst piszę sam. Każde słowo, które się w nich znajduje, osobiście wystukałem, naciskając przyciski klawiatury w odpowiedniej kolejności. Musiałbym rozum postradać, by w tym godnym i szlachetnym zajęciu, jakim jest literatura, wspomagać się współpracą z modelem językowym”

— napisał.

Na tym jednak nie poprzestał. Pisarz bardzo ostro ocenił także sam fenomen sztucznej inteligencji i sposób, w jaki mówi się dziś o niej w przestrzeni publicznej.

„To, co niesłusznie nazywamy »sztuczną inteligencją«, nie jest inteligencją, nie posiada świadomości, zdolności rozumienia, osobowości, nie znajduje w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością, a co najwyżej z jej re-prezentacją, jest więc tylko narzędziem jak wyszukiwarka internetowa albo edytor tekstu. Wejście w »relację« z modelem językowym, czy to emocjonalną, czy twórczą, ma tyle sensu, co małżeństwo z wibratorem”

— stwierdził.

Twardoch tak dalej punktuje branżę technologiczną:

„Słuchając (...) rozmów i wystąpień różnych techbros od AI, miałem wrażenie, jakbym przeniósł się ćwierć wieku wstecz i znalazł się na spotkaniu, na którym ktoś dość nachalnie próbuje wcisnąć mi absurdalnie drogie garnki, zachwalając bardzo elokwentnie ich niezwykłe właściwości. Rewolucja! Przełom! Już nic nie będzie takie samo! Jestem przekonany, że większość pompowanego nieustannie hype'u, ale też podsycania strachu przed AI, to działanie mające windować wartość akcji gigantów tej branży, nie zaś rzetelna analiza szans i zagrożeń z nim związanych”

— ocenił.

W dalszej części wpisu pisarz poszedł jeszcze bardziej filozoficznym tropem, przekonując, że człowiek nadal bardzo niewiele wie o własnej świadomości i inteligencji. Polecił też internautom książkę Iaina McGilchrista „The Matter with Things”, dotyczącą natury ludzkiego poznania i świadomości.

Literacka dyskusja o AI właśnie weszła na zupełnie nowy poziom — i wygląda na to, że emocji wokół niej szybko nie zabraknie.

Comments
anonymous profile image
Powered by RoundtableBuilt on infrastructure designed for real-time media. Learn more at RTB.io.© Roundtable 2026. By using this site you agree to the Terms of Use and Privacy Policy